Publicystyka

Słownikowe rozważania (10)


No i „nadejszła wiekopomna chwila”.
Mamy jubileuszowy, 10. odcinek Słownikowych rozważań.
Przez niemal kwartał starałem się pisać „naukowo”, poważnie, dowcipnie; czy to się udało, niech ocenią czytelnicy.
Ponieważ rozbawiło mnie kiedyś irracjonalne żądanie wyprucia z kurtki, pochodzącej z demobilu, biało-czerwonej wszywki, gdy równocześnie ktoś tam wybierał się na polowanie z karabinem, postanowiłem przypomnieć, skąd się wziął karabin i myśliwska strzelba.
Niewątpliwie pierwszy był prototyp muszkietu, działający z zamkiem lontowym. Doskonalono go, zmieniając lont na koło krzeszące iskry, jak w dzisiejszej zapalniczce, a potem krzemień, uderzający w krzesiwo.
Kawałek pirytu, umocowany w kurku, krzesał iskry. Krzemień, z angielskiego ‘flint’, dał nazwę wychodzącej już z użycia średniowiecznej flincie. Niektórzy jeszcze dziś mówią żartobliwie o dubeltówce: moja poczciwa flinta!
Przyszła wreszcie rewolucja techniczna i skałkę zastąpiono kapiszonem. Wtedy pojawiły się trzy konstrukcje, szczęśliwie wszystkie 3 na literę L:
- lepażówka
odprzodowa strzelba kapiszonowa, przekonstruowana na odtylcową, produkowana w początkach XIX w. przez Lepage’a,
do zapalenia masy prochowej używany był w niej kapiszon, zakładany na kominek wystający z tylnej części lufy,
- lefoszówka
dawna broń myśliwska, łamana, pierwsza odtylcowa konstrukcja (1832 r.), w której Lefaucheux zastosował nabój z iglicą wystającą po zamknięciu broni z lufy, w iglicę uderzał kurek zewnętrzny,
oraz najpóźniejsza z konstrukcji, w której zastosowano centralny zapłon
- lankastrówka
dawna broń myśliwska, ulepszona przez Lancastera (1852 r.) lefoszówka, pierwsza konstrukcja strzelby z centralnym zapłonem.
Ze wszystkich tych strzelb (należy wiedzieć, że te same konstrukcje służyły wówczas do wybijania ludzi, jak i zwierząt!) strzelano całkiem zręcznie, co dziś wydaje się trudne, gdy mamy automatyczne supergiwery! Ale zdarzały się nieszczęścia, jak to nieszczęście Rafała Olbromskiego z „Popiołów”:
„Nagle olbrzymia czapa mokrego śniegu runęła na jego ręce, twarz, kolbę i panewkę. Pocisnął cyngiel. Krzemień sucho trzasnął, ale iskra nie zapaliła zmoczonego prochu”.
Rafałowi nie udało się z rogaczem, którego Żeromski nazywa „sarnem”. Niewątpliwie innym łowcom udawało się nawet z drobniejszą zwierzyną, o czym mówią świadectwa językowe:
- lisiura  
1.lis; chytry lisiura, żartobliwie chytra lisiura
2.lisiurka, kożuszek podszyty futerkiem z lisów, czapka z lisa  
3.lis przechera, popularna nazwa lisa; ten przechera, nie: ta przechera!
Nie zawsze lisiura była chytra, czasem stawała się lisiurką!
Do jubileuszowych rozważań włączyłem jeszcze literę „Ł”:
- łyżki
1.uszy żubra, zwierzyny płowej, kozicy i muflona; łania strzyże łyżkami: nasłuchuje
2.poroże daniela z zaczątkiem łopat
3.trofeum z takiego byka daniela.
Jest to kolejny przykład różnorodności znaczeń, czyli językowego bogactwa.

Z powodu czasowych naprężeń, świątecznej gorączki i nadmiaru pracy jestem zmuszony ogłosić przerwę w naszych spotkaniach, myślę, że niedługą!
Życzę Wesołych Świąt Wielkiej Nocy!
Darz bór w nowym sezonie!
 

Słownikowe rozważania (9)


Gdy w przeddzień wiosny budzi mnie ostry mróz wdzierający się w szpary okien, przypomina mi się niedawna, grudniowa Konferencja Klimatyczna ONZ w Kopenhadze.
Otwierając obrady konferencji premier Danii Rasmussen i polski minister środowiska Nowicki podkreślili, że wszystkie państwa są zdeterminowane, aby zakończyć negocjacje sukcesem.
Ten sukces miał polegać na utrzymaniu wzrostu globalnej temperatury poniżej poziomu 2 st. C i uniknięciu globalnego ocieplenia. Kraje biorące udział miały przesłać do ONZ deklaracje (! ja też mogę przesłać deklarację!) redukcji emisji CO2. To jedyne wiążące ustalenie zakończonej fiaskiem medialnej konferencji w Kopenhadze.
Groteskowe decyzje skonfrontowane z trzęsieniem ziemi w Chile, które bez podstaw decyzyjnych władców much spowodowało odsunięcie miasta Concepcion o 3 metry od stolicy kraju, nasuwają mi smutne skojarzenia z naszą rzeczywistością: ociepliło nam się znacznie, do 20 stopni mrozu! Bez weta!
Tylko natura broni się przed ministrami i rządami!
Na bagnach, bez globalnego ocieplenia, rozbrzmiewa:
- klangor
powtarzany wielokrotnie donośny głos żurawi, gdy zlecą się na sejm. Bez koalicji!
I znów na ‘k’, jak ta nieszczęsna Konferencja:
- korkociąg
forma poroża rogacza, myłkus ze spiralnie skręconymi tykami, poroże grajcarkowate
- korona
zwieńczenie tyki w porożu jelenia, co najmniej trzy odnogi wyrastające zwykle z jednego miejsca 
- koronny
byk, mający koronę w wieńcu, oręż koronny, trofeum koronne.
Największą szansę straciliśmy w czasach Mazowieckiego, mógł premier jak książę, sprowadzić prawdziwych Krzyżaków. A tak mamy tylko te:
- krzyżak
1.kozioł krzyżak, mający poroże z naprzeciwlegle ułożonymi odnogami, na krzyż
2.lis o ciemnym zabarwieniu futerka, z pręgą wzdłuż grzbietu i w poprzek przez łopatki; w tym wyfarbowaniu kwiatek również ciemny.
Dwa ostatnie hasła już bez konotacji kabaretowych, i tak nikt nic nie poradzi. Wystarczy, że kula nie jest kulą:
- kula
1.dwie konkurencje w sześcioboju myśliwskim strzelane nabojami kulowymi: rogacz-lis i dzik w przebiegu
2. pocisk o różnej konstrukcji do broni myśliwskiej: posłać kulę, szyć kulami,
łyżki łyżkami:
- łyżki
1.uszy żubra, zwierzyny płowej, kozicy i muflona; łania strzyże łyżkami: nasłuchuje
2.poroże daniela z zaczątkiem łopat
3.trofeum z takiego byka daniela,
a białe nie jest białe.
Nikt mnie nie przekona, że kula jest walcem… ech!

 

Słownikowe rozważania (8)


Piszę te teksty, nazywane przeze mnie słownikowymi rozważaniami, często zastanawiając się nad sprawą ich percepcji: trafiają do odbiorcy czy nie?
Czy jeśli napiszę, że tryk to samiec muflona, nie spotkam się z zarzutem, że zmieniam zasady, bo wszyscy (bez przesady! tylko niektórzy) piszą i mówią (różne wysokie komisje też!) ‘muflon samiec’, ‘jeleń byk’, ‘sarna kozioł’! Czy jeśli wszyscy (patrz uwaga wyżej) będą mówić i pisać ‘załanczać’, to też to będzie poprawne? Czy jeśli napiszę (już przechodzę do rozważań słownikowych i litery ‘h’), że
- hajstra
to bocian czarny,
to usłyszę czy przeczytam reprymendę: nie gadaj, to wszyscy wiedzą! A mnie fascynuje to słowo, słyszę w nim odgłosy głębokiego i dzikiego lasu! Nieopodal usłyszę 
- hejnał
1. krzyk żurawi, trąbienie, zwykle w stadzie
2. uroczysty sygnał myśliwski, grany, trąbiony np. na powitanie myśliwych.
Niezwykłe bogactwo znaczeń spotyka nas przy często używanym w powszedniej mowie czasowniku ‘iść’. Zwykle rozumie się przez to czynność przemierzania krok za krokiem nieodległej przestrzeni. A tu niespodzianka, bo w języku łowieckim iść może nawet to, co fruwa! Popatrzmy:
- iść
1.o większości zwierzyny, gdy porusza się, przemieszcza
2. iść ławą, wilki idą, polują ławą, zabiegają i otaczają ofiarę
3. iść na dym, w kierunku strzelającego myśliwego, do dymu i ognia ze strzelby na czarny (dymny) proch
4. iść na kulawy sztych: z ukosa od przodu lub tyłu
5. iść na myśliwego: zwierzyna wychodzi, ciągnie, wali na myśliwego
6. iść na połeć, połciem: do boku
7. iść na strzał: gęsi idą na strzał, tzn. na odległość przepisowego strzału
8. iść na sztych: wprost z przodu
9. iść na wab: wychodzić na wabiącego, myśliwego przyzywającego różnymi sposobami (głosem, bałwankami) zwierza
10. iść pod lufę, lufy: pchać się pod nogi, na ślepo na stanowisko myśliwego
11. iść pod trop: o wracającej własnym tropem zwierzynie; szarak wrócił pod trop        
12. iść po farbie: tropić z psem postrzałka, który zostawił farbę na tropie, iść po sfarbowanym tropie
13. iść przed gonem: uchodzić przed goniącymi zwierzynę psami
14. iść trop w trop: tak jak wilki, stawiając łapy w ślad poprzedników (powodem nie jest kamuflowanie ilości przechodzących sztuk, lecz łatwość pokonania głębokiego śniegu)
15. iść sznurem: zostawiać tropy w jednej linii, jak lis; iść, lecieć sznurem,  kluczem: gęsi i kaczki idą sznurem, w szyku
16.  iść w pary, brać się w pary: łączyć się na wiosnę dla wychowania potomstwa. 
Myśliwi na ogół potrafią to wyrazić, jeśli nie kierują się obyczajami pochodzącymi z odległych dziedzin życia społecznego, np. z wojska, o czym jeszcze kiedyś będzie. Tak ładnie też wprowadzają do swojej mowy słowo niezmiernie miłe dla ucha:
- jaźwiec
borsuk, należy do rodziny łasicowatych.
Jaźwiec jest marzeniem wielu myśliwych, choćby z powodu chęci posiadania torby borsuczej, niezbędnej w dawnym rynsztunku łowcy.
Dobrze więc, że mamy świadomość pewnej odrębności, że nikt wprost nie neguje (inna sprawa z użyciem!) istnienia i znaczenia języka łowieckiego:
 - język łowiecki
rzadziej gwara łowiecka, myśliwska: używany przez myśliwych, różniący się od języka ogólnopolskiego specyficznym słownictwem, mniej składnią i gramatyką; kultywowany w większości środowisk na łowach, szczególnie w uroczystościach i momentach podniosłych, także w prasie łowieckiej.
Szkoda, że tak jak inne obyczaje, dawniej nieodłączne łowiectwu, tak i język łowiecki bywa często atrapą.
 

Słownikowe rozważania (7)


Pewien znajomy, a według niego wszechstronny  znawca, zwrócił mi uwagę na niespójność tytułu tych rozważań z treścią. Że niby odbiega! Muszę stwierdzić, że i teraz odbiegnie. Ale jak ma nie odbiec, gdy doszedłem do takiej znaczącej litery! Trzeba być ostrożnym, by nie wytworzyć zbyt daleko idących skojarzeń. Bo czasem aż się same proszą, w formie oceny.
Więc zacznijmy od niedawno minionego okresu (nie, nie, nie od tego jedynie słusznego!), gdy watahy dzików spełniały swe jesienne obyczaje. W on czas, czas huczki, odyniec, a więc pan i władca, przybiera w naszej łowieckiej mowie tytuł gamrata! Gdy spełni swoją rolę, znów będzie zwykłym odyńcem. W listopadzie zwie się gamrat.
Późną jesienią mamy do czynienia z okresowym zjawiskiem przelotu gęsi. Mówimy, że gęsi ciągną lub idą. Pytamy przecież dzwoniąc do znajomych z Pomorza: Przyszły gęsi?
Spotykamy różne ich gatunki. Gęsi zbożowe, białoczelne, czasem egzotyczne gęsi kanadyjskie i jedyny gatunek lęgowy: gęgawy. Ktoś kiedyś pomylił rzeczownik z przymiotnikiem i nagle zjawiły się tabuny gęsi „gęgawych”. Należy więc zapamiętać: nie ma gęsi „gęgawej”, nie ma gęsi „gęgawych”, jest gęś gęgawa i gęsi gęgawy. Lub po prostu gęgawa, gęgawy.
Konsekwentnie przy literze „g”:
głęboki
w znaczeniu: daleki, wielki; głęboki miot, głęboki las; w znaczeniu łowieckim jest czym innym niż np. głębokie jezioro. Wszak nie oznacza wymiaru w dół, lecz raczej wszerz lub wzdłuż. Może też oddawać nastrój tajemniczości i dzikości, jak w opowieści o historiach dziejących się w głębokim, nieznanym lesie;
głowa
synonim poroża w określeniu ‘pierwsza głowa’ (tak jak: pierwsze poroże). Wiele nieporozumień wyniknęło przy tym haśle, ale nie będzie niejasności, gdy rozeznamy, że zwierzyna nosi na karku łeb, nie głowę! A więc byk ma łeb i jest np. w drugiej głowie.
Niezwykle wzruszający myśliwską duszę jest gon psów myśliwskich w puszczańskiej zbiorówce. Jeśli spojrzymy na wielość pojęć, które jako temat mają ‘gon-‘, możemy wzruszyć się stokrotnie! Jakie bogactwo, proszę popatrzeć:
- gon
1.gonienie, ściganie zwierzyny przez psy myśliwskie w czasie polowania
2.granie, oszczekiwanie, głos psów myśliwskich w czasie gonienia zwierzyny
3.ruja u kozic, zwykle w końcu jesieni
- gonić
1.g. głosem, oszczekując, np. o ogarach
2.g. krótko, nie oddalając się zbyt od myśliwego, tylko płosząc
3.g. milczkiem, głucho, nie dając głosu, jak charty
4.g. na oko, mając zwierzynę w zasięgu wzroku
5.g. po farbie, ścigać, dochodzić postrzałka
6.g. wiatrem, po ciepłym tropie, świeżo po zostawieniu tropów
7.g. w piętkę, pod trop, w przeciwnym do uchodzącej zwierzyny kierunku
8.pędzić, ścigać zwierzynę w zamiarze jej upolowania
- gonić się
okazywać objawy rui, grzania się, cieczki; suki borsuków i lisów gonią się
- gonny trop
trop zwierza zostawiony w biegu, g.t. zostawia goniony zwierz, uchodzący przed psami
- gończe
psy ułożone do szukania, ścigania, gonienia głosem
- gończy polski
rasa psów.
Warto wprowadzać do zasobów mowy używanej przez myśliwych na polowaniach te pojęcia, gdyż są one kwintesencją łowiectwa. Jak klasyczne już, pochodzące z Żeromskiego: Ogary poszły w las!
Na koniec jeszcze wspomnieć trzeba króciutkie słowo: grot – 
w porożu jelenia i sarny zakończenie tyki, u byka także każdej z odnóg korony. Mylne jest nazywanie grotem wszystkiego, co wystaje w górę i błyszczy. Widlica nie ma dwóch grotów. Jest rozwidleniem zakończenia tyki; składa się z grotu i odnogi. W parostkach nie są grotami zakończenia odnóg (przedniej i tylnej), a w wieńcu np. zakończenia oczniaków czy opieraków.
Proste i nie podlegające dowolnej interpretacji, jeśli chcemy być rozumiani w rozmowie.
 

Słownikowe rozważania (6)


Skomentowałem kiedyś fotografię z polowania, na którym nie zachowano etycznych zasad łowieckich. Zasad przyjętych przez myśliwych dobrowolnie w akcie ślubowania:
"Przystępując do grona polskich myśliwych ślubuję uroczyście:
przestrzegać sumiennie praw łowieckich
postępować zgodnie z zasadami etyki łowieckiej
zachowywać tradycje polskiego łowiectwa…”
Spotkałem się z zarzutem przesady.
Takie zarzuty słyszę często, gdy prostuję błędy językowe naszej myśliwskiej mowy, przecież wchodzącej w skład  odwiecznych, staropolskich tradycji.
Niegdyś karano takie odstępstwa smyczą lub podrąbywano winnego z drzewem, dziś, w dobie zdominowanej przez nowomowę, dawny język przodków zanika lub jest kaleczony. Gorzej, gdy błądzącym po omacku wydaje się, że tworzą nową tradycję!
Po wielekroć pisałem o pomyłkach wynikających bądź z niewiedzy, bądź z chęci „zabłyśnięcia” obcą regułą: o tych wszystkich ‘bockach’, ‘gładkolufowych’ strzelbach, ‘szpicerach’. Dziś dodam jeszcze jeden:
ekspres
to jest sztucer dwulufowy o tym samym kalibrze obu luf w układzie poziomym lub pionowym (ekspres-bok). Znawcy wywodzący swoje umiejętności z jednodniowych kursów piszą: express. Bo to pachnie zagranicą! Jak chińskie trampki pumą!
Szczególnym rodzajem broni kombinowanej jest dryling-ekspres, gdy mamy do czynienia z dwoma lufami kulowymi i jedną śrutową. Wyjaśniając fenomen przyswajania germanizmów (podobnie z breneką) dorzucę informację, że polskie odpowiedniki drylingu ‘trojak’ i ‘trójlufka’ są używane i poprawne, choć ten pierwszy rzadziej z racji wieloznaczności. Trojak nie przyjmie się także z tego powodu, że nikt nie zaproponował ‘dwojaka’.
Wiele treści wywiodło się ze zwykłej farby, która znaczy: krew (tylko przypadek sprawił, że zdanie zabrzmiało, jak z tytułu tej obelżywej, lecz równocześnie schizofrenicznej spowiedzi „nawróconego” myśliwego. Skandalizująca ta książka spowodowała wzburzenie w środowisku myśliwskim, a nie powinna w tym! Raczej powinna w medycznym, bowiem ta choroba jest nie taka, jak w obiegowym pojęciu się ją rozumie. Znalazłem w mądrym opracowaniu:  podstawowym objawem schizofrenii jest rozszczepienie pomiędzy myśleniem, zachowaniem, emocjami, sferą motywacyjną, ekspresją emocji, przejawiające się m.in. w niedostosowaniu zachowania, emocji pacjenta do sytuacji i treści jego wypowiedzi. Zaburzenie dotyka pierwotnie zdolności poznawcze, ale znaczenie mają także przewlekłe problemy z zachowaniem i emocjami. U osób ze zdiagnozowaną schizofrenią zwiększone jest prawdopodobieństwo wykrycia zaburzeń współtowarzyszących, takich jak depresja i zaburzenia lękowe. Tyle cytatu, a autorowi (książki, nie cytatu!) życzę powrotu do normalności i zdrowia!).
Wracamy do języka:
farba
1.krew zwierzyny; iść za farbą, gonić za farbą, pokazać farbę, pracować na farbie, daw.: barwa, p. puścić farbę
2.praca posokowca na sfarbowanym tropie, głównie na konkursach
farbować
1.dać farbę, farbować trop: zostawiać farbę na śladach
2.f. się, zmieniać upierzenie, sierść, przybierać suknię zwierza dorosłego, zmieniać sierść na zimę, okresowo
farbowik
młody kogut głuszca, cietrzewia, bażanta, ale już opierzony, wyfarbowany
farbówka
wyfarbowana kuropatwa;
by poznać jego różnorodność i bogactwo!
By zaś pokazać, że nie tylko język niemiecki pozostawił w naszym słownictwie ślady, przytaczam hasło:
fuzja
dawna nazwa strzelby, śrutowej broni myśliwskiej, żartobliwie – fuzyjka, co wywodzi się wprost z francuskiego fusion. Pobrzmiewa też echem w fuzji spółek handlowych, ale to już poza łowiectwem.
Chociaż kto wie? Wpływy św. Huberta są nieodgadnione, może godne komisji śledczej?
 
<< Początek < Poprzednia 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 Następna > Ostatnie >>
Strona 7 z 12