Publicystyka

Soból i panna Józef Weyssenhoff, wyd. Gebethner i Wolff, Warszawa 1913 r.

Próba wyłonienia w polskiej powieści myśliwskiej dzieła, któremu należałoby się pierwsze miejsce, jest nie tylko trudna, ale i ryzykowna. Każde typowanie nasuwa wątpliwości, czy wzięto pod uwagę właściwe kryteria, czy te rozpatrywane nie były nadmiernie subiektywne; w końcu i tak okaże się, że tych najlepszych tytułów jest więcej niż jeden.alt

Biorąc pod uwagę charakter tej Biblioteki stawiamy na Weyssenhoffa.

Po pierwsze jest to książka o polowaniu. Od zapomnianego już prawie bekasa, którego wypracowuje wyżeł, łowach na bażanty, cietrzewie i głuszce, na Kresach Wschodnich tak wtedy liczne jak dziś u nas nie przymierzając kwiczoły, aż po gon za lisem lub sarną.

altPo drugie jest to opowieść o świecie, który przeminął bezpowrotnie, o świecie arystokracji, anachronicznych dziś szlacheckich obyczajów. Ale to właśnie z nich wywodzi się etyka łowiecka współczesnej doby.

Po trzecie jest to historia romantyczna, choć pełna zawiłych postaw i uprzedzeń z tzw. „wyższych sfer”, jednak promieniująca niezwykłym ciepłem budzących się pierwszych uczuć młodego człowieka.

Język Autora, wychowanego na salonach Sankt Petersburga, jest XIX – wieczny, wszakże był pisarz pierwszym, który wprowadził do łowieckiej mowy „pokot”, zastępując nim obcą, germańską „sztrekę”.

Z każdej powieści, którą przeczytamy, wynosimy jakiś fragment, który zapada w pamięci. Z „Sobola i panny” niewątpliwie będzie to zdanie, które kończy opowieść:

 

„I wszystko w was ucichnie, przeminie – ostatnia przetrwa moja gra łowiecka”.

 

Ozdobą wydania z 1913 roku są ilustracje brata autora, Henryka Weyssenhoffa.

Jedną z nich, gon za lisem, zamieszczamy.

alt

 

Masa a umysł.

Nigdy nie jest tak dobrze, żeby nie mogło być gorzej!

Zdarzyła nam się demokracja ze wszystkimi jej najgorszymi przyległościami. Głos półanalfabety liczy się równo z głosem naukowca, a profesor może pleść banialuki za parawanem autorytetu!

Tak było ze zjawiskiem nazywanym mianem „usus”. Jeśli coś się potocznie przyjęło, to ów usus usankcjonuje defekt. Więc rozumiem, że wskutek potocznego wśród masy czasownika „poszłem” autorytet naukowy potwierdzi kiedyś poprawność tej formy gramatycznej i przyzwoli na jej używanie.

Skąd to się bierze?

Z przewagi masy nad rozumem!

Niegdyś, w okresie rozkwitu sztuki kabaretowej (o ironio! było to w czasach siermiężnej epoki), autor skeczu chcąc zdyskredytować prostactwo, Sienkiewiczowską „ruję i porubstwo”, kpił słowami: czego się boisz głupia?  Sceniczne bon moty zostały przyjęte przez masę dosłownie, więc głupie się nie boją i rodzą w liceum.

W kinowych hitach o „sprawiedliwości po naszej stronie” kształtuje się pogląd o sądowej niezawisłości, a najpopularniejszy hydraulik, ten od „wężykiem, Jasiu, wężykiem” utwierdza miast odwieść od błędu wymowy końcówek gramatycznych „swojom kulturom osobistom”. Z żartu i kpiny utrwala się reguła, z której korzysta masa!

Im bardziej bezmyślny, idiotyczny tekst (czasem nawet ukryty sarkazm!) płynie z wszelkiej maści seriali, tym większą cieszy się popularnością. Masa wyznacza standardy!

 Nie sposób przytoczyć tu całej listy pokracznych neologizmów, kryjących się za autorytetem „naukowców”, wyczerpuje to ramy krótkiego felietonu.

Każdy, uważnie śledzący dyskusje na łamach prasy, sieci internetowej a nawet urzędowej dokumentacji, widzi poziom stosowanego tam języka.

Tej ogólnopolskiej mizerii elit sekunduje marność w łowiectwie.

Nie uważam wprawdzie, że każdy ma być Demostenesem mowy, Hemingway'em stylu, ale nie zwalnia to, przynajmniej części społeczności, od korzystania ze słowników poprawnościowych. To tak mało wysiłku kosztuje: jeśli są trudności w zapisie wyrazu „ważyć/warzyć”, trzeba najpierw ustalić znaczenie. Jeśli chcemy wykorzystać wagę, to przez „ż”, jeśli garnek z mlekiem na kuchni, to przez „rz”. W każdym słowniku to znajdziemy, jeśli nas pamięć zawodzi!

Trudniejsze są rozterki językowe w języku łowieckim, ponieważ ten często kieruje się innymi regułami, niż język ogólnopolski.

W Słowniku Hoppego nie wszystko jest poprawnie, ale nie wiem dlaczego właśnie to, co Autor dostrzegł, nie zostało dostrzeżone przez użytkownika. Myślę o związku wyrazowym „dać strzał”. Czytamy u Hoppego za Szoberem: „Co się zaś tyczy wyrażenia oddać [!] strzał, to […] zwrot ten jest grubym germanizmem”.

I tym obcym zwrotem szafują nie tylko myśliwi na polowaniu, ale nawet Minister w Rozporządzeniu: „...  myśliwska broń palna, z której po maksymalnym załadowaniu można oddać najwyżej sześć pojedynczych strzałów...”.

Jak można nie odróżniać w mowie dwóch różnych czasowników dać i oddać? Może na tej zasadzie, że najłatwiej jest wziąć, trochę trudniej dać, a oddać to już męki Tantala!

Z urzędniczej nowomowy pochodzi też nadużywany w myśliwskich opowieściach czasownik „pozyskać”, jak by nie było kilkunastu innych określeń na strzelenie zwierzyny. Nawet niektóre z nich, użyte w zdaniu, pozwalają na rozpoznanie gatunku upolowanej zwierzyny. Od razu wiemy, jaką zdobycz „strąciliśmy”, a jaką „powaliliśmy”. Nikt przecież nie powie, że strącił dzika, a pozyskują z uporem godnym lepszej sprawy niemal wszyscy! Zostawmy pozyskanie na potrzeby sprawozdawczości!

Nie można oddzielać sposobu wypowiadania się masy i elity, bo nawet dziś postawić myślnik trudno. To samo dotyczy mowy myśliwych, nie da się ukryć, że jest nieco inna, nawet w gramatyce: przecież na zapomnianym już prawie polowaniu na głuszce „podskakujemy koguta”, czego nie powiemy na wiejskim podwórku. Tam możemy podskoczyć do koguta! Ale są też zasady wspólne, kogut jest integralną częścią łowów i chłopskiego podwórka, tak jak pies, byk i baran!

Nawet dźwięki są wspólne lub zbliżone: psy szczekają, barany beczą a byki na rykowisku ryczą „eeee yyyy”.

I znów integralność jak na dłoni: wystarczy posłuchać radiowych czy telewizyjnych rozmów z politykami, działaczami, nie mówiąc już o „przypadkowo” zagadniętych przechodniach. Na ogół każda wypowiedź zaczyna się od przeciągniętego „eeee yyyy”!

Tym, którym wydaje się, że można tak i tak, podpowiadam: jeśli chcemy na polowaniu uhonorować zwierzynę, która prócz bogactwa wrażeń dostarczyła nam na dodatek mięsa, zdrowego mięsa, uhonorujmy ją ze smakiem, nie wystarczy patyk wsadzony w gębę i gęba pełna śmieci!

To w nas musi odnaleźć się ten złom, laurowy wieniec i oliwna gałązka!

 

Wiedza i…

Były lata, których teraz młodzi ludzie nie pamiętają; jeśli z czymś tam je kojarzą, to w stopniu takim, jak ja wojnę bolszewicką.
W naszych dziejach nazywane są te lata stanem wojennym.
Wywołuję to wspomnienie z przyczyny tylko na pozór nie związanej z łowiectwem. Zostali wtedy powołani przez władze wojskowe tzw. komisarze, którzy mieli kontrolować i nadzorować administrację terenową. Znałem ich kilku, a ich cechą wspólną była pełnia i wszechstronność wiedzy, kompetencji i władzy. Tak im się przynajmniej wydawało.
Dziś, gdy docieram do ciągle nowych „dzieł” i opracowań łowieckich, łączę je z tamtymi doświadczeniami. Powstała bowiem całkiem liczna grupa takich właśnie „komisarzy”, ludzi, którzy wiedzą wszystko i najlepiej. Że nie całkiem poprawnie, to już nie ich zmartwienie. Niech się borykają z tym młodzi, żądni wiedzy i ufni w autorytety, wstępujący w szeregi Hubertowe adepci.

Nie wiem, czy ktoś znalazłby podstawę do stwierdzenia, że nowy słownik języka łowieckiego potrzebny jest lub nie. Mamy wszakże na rynku kilka podstawowych i więcej bodajże słowników powstałych na zamówienia lub na doraźne potrzeby.
W czasie nieograniczonego rozwoju komunikacji społecznej mamy do czynienia z łatwością przekazu danych. Napisane słowo w tej samej chwili dociera do potencjalnych odbiorców. Więc też i autorów przybywa. Tworzą oni w wielu dziedzinach; nie ominęła ta twórczość języka łowieckiego.
Rozpatrzmy taką pracę, która od niedawna znalazła się na stronie internetowej poświęconej łowiectwu.
Jest to próba uszeregowania 190 łowieckich wyrazów i przypisania im właściwych desygnatów. W ok. 50 przypadkach, nie licząc interpunkcji (nie jest to błahy błąd, ponieważ źle postawiony przecinek może zmienić sens wyjaśnienia!) i często błędów stylistycznych i składniowych, są to pospolite błędy merytoryczne.
Zacznijmy od „A” i pierwszego hasła (w cudzysłowie hasło, poniżej uwagi poprawnościowe):
„Ambona –  stanowisko strzeleckie nad ziemią, zbudowane na słupach, czasem na drzewie”.
No i ładnie uczymy ekologicznych podstaw łowiectwa; z gwoździami i siekierą na drzewo, by Nadleśnictwo „pogoniło” nas z lasu!
Jednoznacznie mylne są wyjaśnienia haseł:
Basista – jeleń byk wyróżniający się grubym głosem na rykowisku”.
To źle przetłumaczona z j. niemieckiego zbitka wyrazów. W dobrym przekładzie na język polski napiszemy: byk jelenia. Również głos nie jest ‘gruby’ , tylko niski. Poprawnie: byk jelenia wyróżniający się na rykowisku niskim głosem.
„Bielenie – zdejmowanie skóry z upolowanego zwierzęcia”.
W tym przypadku zostały pomylone dwa hasła: ‘bielenie’ i ‘obielanie’. Pierwsze oznacza czyszczenie czaszki zwierzyny płowej, bielenie jej przy pomocy perhydrolu lub w naturalny sposób (polewanie wodą na słońcu), drugie zaś to, o które chodziło Autorowi, czyli obciąganie skóry z tuszy zwierzyny. Więc poprawnie: Obielanie – zdejmowanie skóry z upolowanego zwierza.  
„Bródka – krótkie piórka u nasady ogona słonki, element ozdobny kapelusza myśliwskiego”.
Dwie pomyłki: u nasady ogona słonki znajduje się jedno piórko na pojedynczej stosinie, przypominające pędzelek; jest to piórko tak małe, że nijak nie nadaje się do kapelusza myśliwskiego – byłoby niewidoczne nawet z bliska.
„Chłyst – młody samiec jelenia, odganiany przez byka do chmary łań”.
Że jest to młody samiec jelenia, czyli byk – na to zgoda. Ale dalej niezrozumiale, dlaczego byk odganiany jest przez byka? Ten drugi to byk stadny, dominujący nad chmarą. No i błąd korekty: „od chmary” a nie „do chmary”!  
„Guzik – zwykle pierwsze poroże kozła”.
Zgoda, że zwykle pierwsze poroże, ale zwykle poroże występuje jako element parzysty, więc w liczbie mnogiej: guziki.
„Gomółka – samiec okresowo nie posiadający poroża”.
Zdarzył się także element humorystyczny: Gomółka to nazwisko znane skądinąd, natomiast byk jelenia, który zrzucił poroże, to gomóła. Niejasne jest też sformułowanie ‘okresowo nie posiadający poroża’, lepiej napisać ‘który zrzucił poroże’, także po to, by nie mylić z mechanicznym uszkodzeniem, np. obłamaniem.
Haki – poroże kozicy”.
Haki to również grandle, czyli szczątkowe kły u jeleniowatych. Ale tu błąd rzeczowy: kozica ma rogi, nie poroże! Poprawnie: Haki –  rogi kozicy.
„Klapak – nielotna młoda lub nielotna dojrzała kaczka w okresie zmiany upierzenia”.
Klapaki to młode kaczki, które próbują swych sił na wodzie, ‘klapią’ lotami, by wzlecieć. Nielotna, dojrzała kaczka, która zrzuciła pióra, czyli przechodzi linienie, to ‘nielot’.
„Kniejówka – broń myśliwska o dwóch lufach”.
Owszem, ma dwie lufy, ale dubeltówka też, i bok też!
Kniejówka jest bronią kombinowaną, ma jedną lufę śrutową i jedną kulową, w różnych ustawieniach.
„Rosochy – poroże łosia w formie łopat”.
Często popełniany błąd w trofeistyce. Rosochy są ogólną nazwą poroża łosia, mogą być w formie łopat, badyli lub szpiców.
„Rozłoga – rozstaw poroża zwierzyny płowej”.
Nieporozumienie polega na znaczeniu wyrazu ‘rozstaw’. Tu chodzi o  odległość między tykami poroża zwierzyny; rozstaw tego nie określa. Powinno być: największa odległość między tykami poroża mierzona wewnątrz tyk.

Wśród większości wyrazów hasłowych Autor nie wyjaśnił pełnego znaczenia hasła. Często jest to od razu widoczne:
Byk – nazwa samca jelenia lub łosia”.
Przecież jest trzeci przedstawiciel jeleniowatych, którego samiec nosi to miano. To daniel. Poprawnie: nazwa samca łosia, jelenia lub daniela.
Ale często trzeba dociekać znaczenia i gdy się już je dojrzało, wydaje się oczywiste:
„Comber – część tuszy zająca i niektórych innych zwierząt łownych”.
Wszystko jest jasne, dopóki nie postawimy pytania: Czy udko jest częścią tuszy zająca? Tak! Więc co jest combrem, udko też? Wystarczyło napisać: ‘przednia część’, czy jeszcze dokładniej: ‘przednia część tułowia’, bo to właśnie oznacza comber. Także u innych zwierząt łownych.
Przyjrzyjmy się innym hasłom wybranym z internetowego słownika.
„Babrzysko – miejsce kąpieli dzików”.
Wśród zwierzyny łownej dwa gatunki „kąpią się” czyli tarzają w błocie: jelenie i dziki. Babrzysko jest więc tarzawiskiem tych dwóch gatunków.
„Badylarz – samiec łosia, o porożu w formie odnóg a nie łopat (zobacz: łopatacz)”.
Samiec łosia i daniela. Badylarz to także nazwa trofeum o takiej formie.
„Badyle – kończyny jelenia, łosia”.
Znów niepełne znaczenie, także daniel ma badyle.
„Biegi – nogi dzika”.
Poprawnie: nogi dzika, także łosia, jelenia i daniela.
„Bukowisko – okres godowy u łosi”.
Oznacza także miejsce odbywania godów, podobnie jak rykowisko.
„Fladry – sznury z zamocowanymi kawałkami czerwonego płótna używane do polowań na wilki”.
Dla zapobieżenia mylnego przeświadczenia należy dodać: obecnie zabronionego.
„Kwadruplet – oddane cztery celne następujące po sobie strzały”.
‘Oddane’ to potknięcie językowe wynikające z błędnego tłumaczenia z języka niemieckiego. Poprawnie należy napisać: cztery następujące po sobie, celne strzały dane do czterech sztuk zwierzyny. Także cztery sztuki zwierzyny ubite takimi strzałami.
„Linia – szereg myśliwych na polowaniu zbiorowym”.
Także szereg naganki.
„Loftki – gruby śrut o średnicy powyżej 4,5 mm używany do polowania na wilki”.
Obecnie nie tylko do wilków, ale w ogóle zabronione jest używanie loftek w łowiectwie.
„Łopatacz – samiec łosia, o porożu w formie łopat (zobacz: badylarz)”.
Także daniel noszący łopaty.  
„Łowiec – stara nazwa myśliwego”.
Raczej dawna lub przestarzała nazwa (ale całkiem współczesna w nazwie czasopisma myśliwych), także łowca.
„Miot – kolejne z pędzeń na polowaniu zbiorowym”.
Z określenia ‘kolejne’ wynika, że pierwsze pędzenie nie jest miotem, dopiero kolejne. Więc poprawnie: jedno z pędzeń na polowaniu. Dodanie określenia ‘zbiorowym’ jest zbędne, ponieważ nie ma innego polowania z pędzeniami. Również teren opolowany tym pędzeniem.
„Mnich – samiec nie posiadający poroża”.
To hasło wymaga szerszego objaśnienia. Gomóła to również samiec nie posiadający poroża, ale taki samiec, który je zrzucił. Natomiast mnich nie ma poroża (lub ma w postaci guzów) z powodu uwsteczniania się lub z przyczyn chorobowych.
„Nadoczniak – druga od czaszki odnoga w porożu jelenia”.
Lepiej: odnoga między oczniakiem a opierakiem w porożu jelenia i czasem daniela. Jeśli bowiem nadoczniak nie występuje, to drugą odnogą jest opierak.
„Naganka – naganiacze uczestniczący w polowaniu, płoszący zwierzynę w kierunku myśliwych”.
Wyjaśnianie przy użyciu wyrazu wyjaśnianego jest niejasne (naganka to naganiacze). Lepiej: zespół ludzi płoszący zwierzynę… Naganką jest również podkładacz z psem (psami).
„Opierak – trzecia od czaszki odnoga w porożu jelenia”.
Podobnie jak z nadoczniakiem, może to być trzecia, a może druga odnoga w porożu. Lepiej: odnoga środkowa.
„Organista – młody byk, pierwszy rozpoczynający rykowisko”.
Jeśli rozpoczyna rykowisko, to jest pierwszy. Drugi nie może rozpocząć, jeśli rozpoczął je pierwszy. Trochę zagmatwane, więc lepiej: zwykle młody byk jelenia, rozpoczynający rykowisko.  
„Pies – samiec lisa, borsuka, jenota”.
Autor zapomniał o psie, samcu psa myśliwskiego.  
„Podryw – sposób polowania, polegający na strzelaniu do ptactwa wypłaszanego przez samego strzelca”.
Nie tylko przez strzelca, bo w tej roli występuje zwykle pies myśliwski, a więc spod psa.
„Pokot – ogół upolowanej zwierzyny, ułożony na zakończenie polowania z zachowaniem myśliwskiej hierarchii gatunków”.
Także miejsce, gdzie ułożono upolowaną zwierzynę oraz ceremonia łowiecka.
„Pole – określenie wieku psa myśliwskiego”.
Nie! Nie można powiedzieć, że pies ma 2 pola! Jest to określenie sezonów pracy psa myśliwskiego. Np.: pies jest w 2. polu. Pole oznacza także pracę psa oraz konkurencję na próbach i konkursach. Nazwę taką nosi również teren, na którym się poluje (np. pole czarne), i zupełnie z innej dziedziny: część gwintu lufy między bruzdami.
„Posyp – paśnik dla kuropatw i bażantów formie daszku”.
Najlepszy dowód na to, że brak jednej litery może zaciemnić obraz. Powinno być: w formie daszku.  
„Przelatek – dzik w drugim roku życia”.
Obecnie obowiązuje w prawie łowieckim definicja przelatka: jest to dzik od dnia 31 marca następnego po urodzeniu roku kalendarzowego w ciągu kolejnych 12 miesięcy. Tak więc przelatek niekoniecznie musi mieć 2 lata, ale jest to dzik bez względu na płeć.
„Pudlarz – myśliwy, który podczas polowania grupowego oddał najwięcej chybionych strzałów”.
Nie ma w prawie łowieckim pojęcia ‘polowanie grupowe’. Jest zbiorowe. I nie ‘oddał’, tylko ‘dał najwięcej strzałów’.
„Selekt – zwierzę kwalifikujące do odstrzału selekcyjnego, np. z powodu słabych cech dziedzicznych”.
Błąd korekty: kwalifikujące się. W postaci użytej w wyjaśnieniu znaczyłoby, że to zwierzę kwalifikuje do odstrzału, ale kogo?
„Szable – kły dzika wyrastające z dolnej żuchwy”.
Oczywiście, że z dolnej! Nie ma przecież górnej żuchwy.
„Szczwacz – osoba układająca charty i ogary”.  
Przypomnę cytat z Wieszcza:
Umilkli strzelce, stali szczwacze zadziwieni.
Mocą, czystością, dziwną harmoniją pieni.
To fragment Koncertu Wojskiego po łowach. Więc szczwacze nie układali tam chartów i ogarów. Na polowaniu szczuli zwierza: Wyczha!!!
„Szydlarz – samiec u jeleniowatych o porożu bez odnóg”.
Należy dodać: myłkus. Szpicak też nie ma odnóg, a nie jest szydlarzem.
„Świece – oczy sarny”.
Także innych jeleniowatych.  
„Turzyca – sierść zająca i królika”.
Także ogólna nazwa ubitych zajęcy i królików, ułożone (te zdobycze) na pokocie oraz miejsce ich ułożenia.
„Wietrznik – nos psa i zwierząt drapieżnych”.
Lepiej: nos psa myśliwskiego i zwierząt drapieżnych.
„Wycinek – dzik w trzecim roku życia”.
Wiek oblicza się podobnie jak u przelatka. Ale wycinki są dzikami tylko rodzaju męskiego.
„Złom – gałązka z drzewa iglastego wsadzana do pyska zwierząt ułożonych w pokocie”.
Niekoniecznie z drzewa iglastego (bo skąd je wziąć w łanie kukurydzy?). ‘Wsadzana’ to kolokwializm, lepiej napisać: wkładana. Złomem honorujemy tylko zwierzynę grubą, ułożoną ‘na pokocie’ i ozdabiamy nim kapelusz myśliwski. Jest to również, co powinno znaleźć się na pierwszym miejscu, najwyższe odznaczenie łowieckie.
Dość długa ta lista! Może nie wszyscy czytelnicy przebrnęli, trudno! Większy problem w czym innym.
Wyobrażam sobie idących na egzamin myśliwski, którzy „ostatni szlif” przed pamiętnym dniem pobrali z podobnego słownika! Niedawno czytałem o takim „nemrodzie”: odbył staż, zdał egzaminy, kupił broń. Gdy na zbiorówce wygarnął kulą do łani w kierunku naganki, tłumaczył, że przecież w miot nie strzela się do zwierzyny płowej, o łani nikt mu nie mówił!
Nie chciałbym stworzyć wrażenia, że to ja mam monopol na wiedzę łowiecką. Jednak wyznaję niewzruszoną zasadę: jeśli czegoś nie wiem, dotąd szukam, aż znajdę! Chyba, że piszę opowiadanie. Wtedy najczęściej w konstrukcji fabuły posiłkuję się „łaciną myśliwską”!!!


Autor:Jan Jerzy Jóźwiak
 

Naprawiacze

 W jednym z portali łowieckich ukazał się felietonik pt.:

CO DALEJ Z WIZERUNKIEM MYŚLIWEGO I ŁOWIECTWA?

Autor sugeruje przeprowadzenie naprawy łowiectwa własnymi metodami.

Niektóre są wyjątkowo rewelacyjne. Poczytajmy!

„Jako myśliwy, członek PZŁ, obserwując otaczający mnie świat widzę, że obraz współczesnego łowiectwa przez ostatnich kilka lat pokazywany jest w mediach przez pryzmat krzywego zwierciadła negatywnych i jakże wymownych, a czasami wręcz karygodnych zdarzeń z udziałem pojedynczych „Przysłowiowych Myśliwych”. Nie podjąłbym się przetłumaczenia tego tekstu na język polski, zawiera on bowiem taki ładunek „lekkości”, że sam wznosi się ponad sens. Nie wyobrażam sobie, by można coś bardziej zagmatwać, a równocześnie wyrażać chęć bycia zrozumianym.

Kilka prób tego samego autora o podobnym ciężarze gatunkowym:

„… odnosząc się do tzw. „naszego podwórka” chciałby z kilkoma rzeczami polemizować:
1) Otóż, na to co prezentują media, Koła Łowieckie raczej nie mają wpływu, chociażby z braku stosownych środków finansowych.

Aby nie zaprzepaścić wysiłku twórców programu uważam, że centralne władze PZŁ powinny dołożyć wszelkich starań by program „OSTOJA” był emitowany w godzinach przynajmniej średniej oglądalności. W tym momencie chciałbym się odnieść do treści zawartych w artykule Kolegi Roberta Kamieniarza zamieszczonego w Łowcu Polskim…” Nie bardzo rozumiejąc tekst, Autor nie ma wątpliwości co do osoby: „Zarówno Kolega Krzemień jak i inni autorzy artykułów dają wskazówki jedynie Kołom Łowieckim…”.

Żeby polemizować, trzeba rozumieć o czym i z kim.

Media prezentują zwykle to, co bezwiednie „podrzucają” im m.in. myśliwi z kół łowieckich. Ta tematyka jest dość obszerna, wyszkoleni w szyciu butów dziennikarze jedynie ją „doprawiają” do smaku! Możemy efekty tych przypraw oglądać i czytać niemal na co dzień. Nasza wina w tym, że nie potrafimy zbić ich argumentów, a jeśli robimy to nieudolnie, raczej szkodzimy sobie.

Pomysłowość Autora wprawdzie nie jest oryginalna, ale zawiera szerokie spectrum działań. Postuluje m.in. zamysł  „reaktywowania pod egidą PZŁ przyrodniczego programu telewizyjnego „Zwierzyniec” skierowanego do dzieci i młodzieży”. Ten apel spotkałby się z uznaniem odbiorców, gdyby nie smutna prawda, że pan Michał Sumiński urodził się w roku 1915, miałby więc niejakie trudności z prowadzeniem Zwierzyńca, zaś wiemy, że nikt nie zrobi tego nawet w jednej dziesiątej tak dobrze, jak On. Wiele razy pisałem, że nasz wizerunek miałby się o wiele lepiej, gdyby nie wszechstronne działania jego obrońców. I wszystkim polecam reformowanie rozpocząć od siebie, każdy w swej ulubionej lub wykształconej dziedzinie.

„Pisarzom” radzę zastanowić się, co i jak piszą; jeśli już nie mają chęci zajrzeć do słowników, zrezygnować z pisania.

„Poprawiaczom” uzupełnić swoją wiedzę historyczną, prawniczą i statutową.

„Fotografom” zapoznać się z zasadami fotografii, choćby zasad stosowania centralnego kadru lub estetyki zdjęcia. Innym radykalnym sposobem uzdrowienia wizerunku jest propozycja:

„zmiany oficjalnego logo PZŁ – czaszka i wieniec jelenia byka źle kojarzy się przeciętnemu obywatelowi RP – poprzez ogłoszenie powszechnego konkursu na oficjalne logo PZŁ – przyjaznego dla społeczeństwa”. I znów ta wiara w moc sprawczą gadżetu (pomijam obraz gramatycznej dowolności wypowiedzi, uchwytnej nawet dla „szarego obywatela”). Oczami wyobraźni widzę te rzesze artystów-plastyków rzucających się na łowiecką materię, by zastąpić gołą czaszkę byka heraldycznymi pałkami z bobkowym listkiem. Logo PZŁ z gałązką oliwną i wszyscy obywatele Rzeczpospolitej zmienią niechętny lub wrogi pogląd na bardziej przyjazny. „Ostatni kęs” jednak nie pomaga, a błoga nadzieja, że pieniądze ze wspólnej kasy odmienią ten wizerunek, wydaje się godna włożenia między bajki.

 

 

Pije Kuba do…

 

 W przedwiosenną, ciepłą niedzielę, zapakowawszy w torbę myśliwską prowiant i napoje, wybrałem się ze strzelbą na ramieniu na wędrówkę w poszukiwaniu pierwszych oznak ocieplenia. Nie znalazłem jednak żadnych znaków, „za wcześnie, kwiatku, za wcześnie, jeszcze północ mrozem dmucha”, że wspomnę romantyczne strofy Wieszcza.  Długą wędrówkę po łąkach i zmarzłych bagniskach przerwałem południowym odpoczynkiem, znalazłszy wywrócone wichurą drzewo, które dało mi namiastkę stołu i ławy. Jak bardzo smakowało to pierwsze w roku biwakowanie, niech świadczy fotografia, którą przedstawiłem łowieckiej braci. Paszteciki, słodkie bułeczki, buteleczki… Nie byłbym nawet wracał do tematu, gdyby nie komentarze! Tyczyły się zawartości tego szkła… „To jest napój prawdziwego myśliwego?” – pytał ktoś retorycznie…Nie rozumiem zarzutu w pytaniu, butelka była do połowy pusta, a etykietka zwodnicza. Pozory mylą; że szkło niekoniecznie musi kojarzyć się z jednym przypomina mi frontowy żart z białą chusteczką. Żołnierzowi wszystko się z tym kojarzyło! Ale odchodząc od żartów, niby dlaczego miałbym wypierać się, odżegnywać od kropli z zapachem kminku czy wiśni? A nawet drożdży? Nie wiem, ile razy przeczytałem Pana Tadeusza, dużo razy. Często też powtarzam, że jest to poemat na poły myśliwski, niemal każda intryga ma tam swój początek w łowach lub w opowiadaniu o nich. A ciekawemu tematów alkoholowych podsuwam wybór z kilku ksiąg.
 Księga I  Gospodarstwo
Bernardyn zmówił krótki pacierz po łacinie,
Mężczyznom dano wódkę; wtenczas wszyscy siedli
I chołodziec litewski milcząc żwawo jedli.
 Księga II  Zamek
W zamku całym był tylko pan Stolnik, ja, Pani,
Kuchmistrz i dwóch kuchcików, wszyscy trzej pijani,
 Księga IV  Dyplomatyka i łowy
… Sędzia otworzył puzderko zamczyste,
W którym rzędami flaszek białe sterczą głowy;
Kiedy się już do woli napili, najedli…
„Niech żyje! krzyknął Sędzia w górę wznosząc flaszę,
Miasto Gdańsk, niegdyś nasze, będzie znowu nasze!”
 Księga XII  Kochajmy się!
I ja tam z gośćmi byłem, miód i wino piłem,
A com widział i słyszał, w księgi umieściłem.
 Żeby nie było, że Mickiewicz Litwin, mógł z Wielkiego Księstwa zaczerpnąć tematy; przecież z tradycji ludowej czerpał pełną garścią, niech będzie kilka wierszy Księcia Poetów, Biskupa Warmińskiego:
 „Wdzięczna miłości kochanej szklenice
Czuje cię każdy, i słaby, i zdrowy;
Dla ciebie miłe są ciemne piwnice,
Dla ciebie znośna duszność i ból głowy,
Słodzisz frasunki, uśmierzasz tęsknice,
W tobie pociecha, w tobie zysk gotowy.
Byle cię można znaleźć, byle kupić,
Nie żal skosztować, nie żal się i upić!”
 I na tym tle nie rozumiem zastrzeżeń i uwag naszych łowców! Gdzież to takie czyste zasady wypracowali nasi etycy, gdzie te trzeźwe szeregi myśliwych, którzy „królestwo polowania” czczą naparem z rumianku lub herbatą bez prądu? Nie wiem, skąd się nagle wzięła w narodzie naszym taka wstrzemięźliwość, skąd odwrót od kielicha i szklenicy? Nie sądzę, by kierowała nimi obawa przed kłopotami z wiadomą decyzją administracyjną. Przeczą temu fakty. Więc co? Może hipokryzja? Tylko czemu, przed kim i jakie myśli kierują taką postawą, nieprawdziwą, bo nierealną? Przecież znamy starą, ludową piosenkę:

Pije Kuba do Jakuba,
Jakub do Michała,
Pijesz ty, piję ja,
Kompanija cała!
A kto nie wypije…
Właśnie, a kto nie wypije, ten… znamy to wszyscy!

 

 

 
<< Początek < Poprzednia 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 Następna > Ostatnie >>
Strona 3 z 12