Publicystyka

Cap nie cap?

Napisałem w odpowiedzi na takie pytanie, że to byk!
Napisałem, użyłem tego słowa kolokwialnie, ale skoro się języki wzajemnie ze sobą przenikają, to i z tym potocznym też mogą. Trzy języki: ogólnopolski, łowiecki i potoczny.
Pora wyjaśnić, o co chodzi.
W galerii zdjęć myśliwskich pod obrazem przedstawiającym szczęśliwego nemroda z dopiero co ubitym rogaczem znalazłem podpis, że to zdobyty któregoś tam poranka, ważący 21 kg cap!
I często wśród opisów łowów przewija się ta nazwa. Gdybyż jeszcze była poprawna, można by ją zaakceptować!
Ale rzucana przez zdobywcę jakby z nonszalancją, dla podkreślenia dystansu i lekkości, wagi własnego doświadczenia ponad jakiegoś tam capa, jest nie do przyjęcia.
Nie tylko za ten nadmiernie swobodny tekst:
- Co strzeliłeś?
- Aaa! Tak, dziś rano, ot, podszedłem capa!
Również za absurd!
Warto ustalić, co zostało strzelone.
W maju rozpoczyna się sezon na kozły, samce saren, czyli rogacze. O terminie rozpoczęcia okresu polowania czytamy w Łowcu Polskim (5/2008, str. 114):
„sarny kozły: od 11.05” .
Nie ma nic o capach.
Wprawdzie jest nielogicznie postawiony dwukropek (w nr. 1/2008 mamy zapis
sarny: kozy i koźlęta do 15.01), ale to inny, obszerny temat.
Szukałem potwierdzenia moich przypuszczeń w klasyce łowieckiej.
Sięgając w wiek XIX do Wiktora Kozłowskiego, także w dwudziestolecie międzywojenne do Polskiego języka łowieckiego Stanisława Hoppego i tegoż Autora powojenny Słownik, także do Vademecum Godlewskiego, w którym rzadko trafia się błąd, nigdzie nie znalazłem myśliwskiego capa.
Jedynie w 1000 słów Krzemienia pojawił się, chyba jednak przez pomyłkę, samiec kozicy – cap. Ale kozica nie jest zwierzęciem, przynajmniej w Polsce, łownym, więc w tym słowniku zbyteczna.
Oczywiste jest więc, że „cap” jest określeniem języka ogólnopolskiego. Używany w dostępnym dla wszystkich znaczeniu jako samiec nie tylko kozicy, ale i kozy domowej. Dla wszystkich, którzy spotkali się z tym ostatnim zwierzęciem,  zrozumiały jest „pachnący” bezokolicznik „capić”.
Wracając do języka łowieckiego:
Nie ma potrzeby szukać kolejnych słów na nazwanie samca sarny. Całkowicie wystarczają dwie popularne nazwy: kozioł i rogacz. Do tego kilka regionalnych i przestarzałych, wychodzących z użycia słów, jak: sar, sarn, sarniec, sarnik i sarniuk.
Chyba, że chcemy capa dołączyć do ulubionego przez „znawców” łowiectwa i przeciwników zrzeszonych pod sztandarami jedynych miłośników zwierząt jelonka, męża sarny.
Ale myśliwym to nie przystoi!
 
<< Początek < Poprzednia 11 12 Następna > Ostatnie >>
Strona 12 z 12