Publicystyka

Naprawiacze

 W jednym z portali łowieckich ukazał się felietonik pt.:

CO DALEJ Z WIZERUNKIEM MYŚLIWEGO I ŁOWIECTWA?

Autor sugeruje przeprowadzenie naprawy łowiectwa własnymi metodami.

Niektóre są wyjątkowo rewelacyjne. Poczytajmy!

„Jako myśliwy, członek PZŁ, obserwując otaczający mnie świat widzę, że obraz współczesnego łowiectwa przez ostatnich kilka lat pokazywany jest w mediach przez pryzmat krzywego zwierciadła negatywnych i jakże wymownych, a czasami wręcz karygodnych zdarzeń z udziałem pojedynczych „Przysłowiowych Myśliwych”. Nie podjąłbym się przetłumaczenia tego tekstu na język polski, zawiera on bowiem taki ładunek „lekkości”, że sam wznosi się ponad sens. Nie wyobrażam sobie, by można coś bardziej zagmatwać, a równocześnie wyrażać chęć bycia zrozumianym.

Kilka prób tego samego autora o podobnym ciężarze gatunkowym:

„… odnosząc się do tzw. „naszego podwórka” chciałby z kilkoma rzeczami polemizować:
1) Otóż, na to co prezentują media, Koła Łowieckie raczej nie mają wpływu, chociażby z braku stosownych środków finansowych.

Aby nie zaprzepaścić wysiłku twórców programu uważam, że centralne władze PZŁ powinny dołożyć wszelkich starań by program „OSTOJA” był emitowany w godzinach przynajmniej średniej oglądalności. W tym momencie chciałbym się odnieść do treści zawartych w artykule Kolegi Roberta Kamieniarza zamieszczonego w Łowcu Polskim…” Nie bardzo rozumiejąc tekst, Autor nie ma wątpliwości co do osoby: „Zarówno Kolega Krzemień jak i inni autorzy artykułów dają wskazówki jedynie Kołom Łowieckim…”.

Żeby polemizować, trzeba rozumieć o czym i z kim.

Media prezentują zwykle to, co bezwiednie „podrzucają” im m.in. myśliwi z kół łowieckich. Ta tematyka jest dość obszerna, wyszkoleni w szyciu butów dziennikarze jedynie ją „doprawiają” do smaku! Możemy efekty tych przypraw oglądać i czytać niemal na co dzień. Nasza wina w tym, że nie potrafimy zbić ich argumentów, a jeśli robimy to nieudolnie, raczej szkodzimy sobie.

Pomysłowość Autora wprawdzie nie jest oryginalna, ale zawiera szerokie spectrum działań. Postuluje m.in. zamysł  „reaktywowania pod egidą PZŁ przyrodniczego programu telewizyjnego „Zwierzyniec” skierowanego do dzieci i młodzieży”. Ten apel spotkałby się z uznaniem odbiorców, gdyby nie smutna prawda, że pan Michał Sumiński urodził się w roku 1915, miałby więc niejakie trudności z prowadzeniem Zwierzyńca, zaś wiemy, że nikt nie zrobi tego nawet w jednej dziesiątej tak dobrze, jak On. Wiele razy pisałem, że nasz wizerunek miałby się o wiele lepiej, gdyby nie wszechstronne działania jego obrońców. I wszystkim polecam reformowanie rozpocząć od siebie, każdy w swej ulubionej lub wykształconej dziedzinie.

„Pisarzom” radzę zastanowić się, co i jak piszą; jeśli już nie mają chęci zajrzeć do słowników, zrezygnować z pisania.

„Poprawiaczom” uzupełnić swoją wiedzę historyczną, prawniczą i statutową.

„Fotografom” zapoznać się z zasadami fotografii, choćby zasad stosowania centralnego kadru lub estetyki zdjęcia. Innym radykalnym sposobem uzdrowienia wizerunku jest propozycja:

„zmiany oficjalnego logo PZŁ – czaszka i wieniec jelenia byka źle kojarzy się przeciętnemu obywatelowi RP – poprzez ogłoszenie powszechnego konkursu na oficjalne logo PZŁ – przyjaznego dla społeczeństwa”. I znów ta wiara w moc sprawczą gadżetu (pomijam obraz gramatycznej dowolności wypowiedzi, uchwytnej nawet dla „szarego obywatela”). Oczami wyobraźni widzę te rzesze artystów-plastyków rzucających się na łowiecką materię, by zastąpić gołą czaszkę byka heraldycznymi pałkami z bobkowym listkiem. Logo PZŁ z gałązką oliwną i wszyscy obywatele Rzeczpospolitej zmienią niechętny lub wrogi pogląd na bardziej przyjazny. „Ostatni kęs” jednak nie pomaga, a błoga nadzieja, że pieniądze ze wspólnej kasy odmienią ten wizerunek, wydaje się godna włożenia między bajki.

 

 

Pije Kuba do…

 

 W przedwiosenną, ciepłą niedzielę, zapakowawszy w torbę myśliwską prowiant i napoje, wybrałem się ze strzelbą na ramieniu na wędrówkę w poszukiwaniu pierwszych oznak ocieplenia. Nie znalazłem jednak żadnych znaków, „za wcześnie, kwiatku, za wcześnie, jeszcze północ mrozem dmucha”, że wspomnę romantyczne strofy Wieszcza.  Długą wędrówkę po łąkach i zmarzłych bagniskach przerwałem południowym odpoczynkiem, znalazłszy wywrócone wichurą drzewo, które dało mi namiastkę stołu i ławy. Jak bardzo smakowało to pierwsze w roku biwakowanie, niech świadczy fotografia, którą przedstawiłem łowieckiej braci. Paszteciki, słodkie bułeczki, buteleczki… Nie byłbym nawet wracał do tematu, gdyby nie komentarze! Tyczyły się zawartości tego szkła… „To jest napój prawdziwego myśliwego?” – pytał ktoś retorycznie…Nie rozumiem zarzutu w pytaniu, butelka była do połowy pusta, a etykietka zwodnicza. Pozory mylą; że szkło niekoniecznie musi kojarzyć się z jednym przypomina mi frontowy żart z białą chusteczką. Żołnierzowi wszystko się z tym kojarzyło! Ale odchodząc od żartów, niby dlaczego miałbym wypierać się, odżegnywać od kropli z zapachem kminku czy wiśni? A nawet drożdży? Nie wiem, ile razy przeczytałem Pana Tadeusza, dużo razy. Często też powtarzam, że jest to poemat na poły myśliwski, niemal każda intryga ma tam swój początek w łowach lub w opowiadaniu o nich. A ciekawemu tematów alkoholowych podsuwam wybór z kilku ksiąg.
 Księga I  Gospodarstwo
Bernardyn zmówił krótki pacierz po łacinie,
Mężczyznom dano wódkę; wtenczas wszyscy siedli
I chołodziec litewski milcząc żwawo jedli.
 Księga II  Zamek
W zamku całym był tylko pan Stolnik, ja, Pani,
Kuchmistrz i dwóch kuchcików, wszyscy trzej pijani,
 Księga IV  Dyplomatyka i łowy
… Sędzia otworzył puzderko zamczyste,
W którym rzędami flaszek białe sterczą głowy;
Kiedy się już do woli napili, najedli…
„Niech żyje! krzyknął Sędzia w górę wznosząc flaszę,
Miasto Gdańsk, niegdyś nasze, będzie znowu nasze!”
 Księga XII  Kochajmy się!
I ja tam z gośćmi byłem, miód i wino piłem,
A com widział i słyszał, w księgi umieściłem.
 Żeby nie było, że Mickiewicz Litwin, mógł z Wielkiego Księstwa zaczerpnąć tematy; przecież z tradycji ludowej czerpał pełną garścią, niech będzie kilka wierszy Księcia Poetów, Biskupa Warmińskiego:
 „Wdzięczna miłości kochanej szklenice
Czuje cię każdy, i słaby, i zdrowy;
Dla ciebie miłe są ciemne piwnice,
Dla ciebie znośna duszność i ból głowy,
Słodzisz frasunki, uśmierzasz tęsknice,
W tobie pociecha, w tobie zysk gotowy.
Byle cię można znaleźć, byle kupić,
Nie żal skosztować, nie żal się i upić!”
 I na tym tle nie rozumiem zastrzeżeń i uwag naszych łowców! Gdzież to takie czyste zasady wypracowali nasi etycy, gdzie te trzeźwe szeregi myśliwych, którzy „królestwo polowania” czczą naparem z rumianku lub herbatą bez prądu? Nie wiem, skąd się nagle wzięła w narodzie naszym taka wstrzemięźliwość, skąd odwrót od kielicha i szklenicy? Nie sądzę, by kierowała nimi obawa przed kłopotami z wiadomą decyzją administracyjną. Przeczą temu fakty. Więc co? Może hipokryzja? Tylko czemu, przed kim i jakie myśli kierują taką postawą, nieprawdziwą, bo nierealną? Przecież znamy starą, ludową piosenkę:

Pije Kuba do Jakuba,
Jakub do Michała,
Pijesz ty, piję ja,
Kompanija cała!
A kto nie wypije…
Właśnie, a kto nie wypije, ten… znamy to wszyscy!

 

 

 

Bodaj cię!

 

Niezwykłą popularność zdobyły w radiowej jedynce krótkie, poranne felietoniki o przysłowiach. W lapidarnym skrócie znany profesor tłumaczy w nich treść i sens niby powszechnie znanych, ale często źle lub wcale nie rozumianych, powiedzeń i zwrotów.
W języku łowieckim spotykamy również wiele takich zdarzeń językowych, które często wymykają się spod kontroli mniej wprawionego użytkownika. Rozpatrzmy je, biorąc kilka najpopularniejszych.  
Darz bór.
Zwrot ten używany zarówno jako powitanie, pożegnanie jak i życzenie dosłownie oznacza „niech bór darzy”. Ale, jak to zwykle bywa w języku, wygodniej i prościej jest pisać, mówić, używając mniej słów do wyrażania tych samych treści. Świetnym i pięknym przykładem skracania wyrazów jest potoczne, acz straszne w skutkach życzenie „bodaj cię piorun trzasł”. Partykuła „bodaj” oznacza ni mniej, ni więcej, tylko: Bóg daj, żeby Bóg dał. W języku łowieckim życzenie obdarowania bogactwami boru zostało skrócone w niektórych sytuacjach do również jednego wyrazu „darzbór”, z poprawnym, na drugiej sylabie od końca akcentem: darzbór!
Szerszym zagadnieniem jest pisownia tego połączenia wyrazowego, zainteresowanym polecam opracowanie Zygmunta Jóźwiaka „Trofeum z myśliwego”, wyd. Łowiec Polski, 2004, str. 22.
Ni puchu, ni pióra.
Zwrot ten powstał na zasadzie przekonania, że życzenie wypowiedziane wprost przynosi przeciwny skutek, więc należy życzyć na odwrót. Puch jest w nim wyobrażeniem zwierza pokrytego sierścią (puch to ciepłe podbicie futra), a pióro to w języku łowieckim ptactwo. Ni puchu, ni pióra oznacza więc życzenie  dużo tej zdobyczy. Próby innej pisowni są błędem („ni puhu, ni pierza”), nie ma wyrazu „puh” (onomatopeiczne: bach! też pisane jest przez „ch”), tak jak „pierze” nie oznacza tu ptactwa, w naszej mowie ptactwo to pióro. Na pokocie układa się sierść (puch) i pióro, więc życzyć należy „ni puchu, ni pióra!”
Połamania luf.
To życzenie powstało na identycznej zasadzie, jak poprzednie. Wiadomo, że z krzywej, a tym bardziej połamanej lufy nie można bezpiecznie wystrzelić, więc życząc „nie wprost”, życzymy dobrze! Takiemu Koledze nic na łowach nie grozi, nawet przeciwnie, będzie miał szczęście!
Pierwsza głowa.
Musimy rozdzielić dwa, w języku polskim niemal synonimiczne, słowa: łeb i głowa. Zwierzyna na karku ma łeb. Połączenie wyrazowe „pierwsza głowa” oznacza kolejność nasadzonego poroża, a także pośrednio wiek zwierzyny. Rogacz w pierwszej głowie jest w drugim roku życia, Jest tak dlatego, że urodzone w maju koźlę (koziołek) nasadza parostki w następnym roku po urodzeniu, a więc nosi parostki mając już skończony rok życia (jest to pewne uproszczenie, ma wytarte w drugim roku, ale mówimy o języku, a nie biologii saren).
Pierwsze pole.
Podobnie, zwrot „pierwsze pole” nie jest wiekiem psa; oznacza ilość sezonów łowieckich, w jakich pies myśliwski pracował na łowach, w polu. Różnie będzie to wyglądało nie tylko w zależności od rasy psów, ale także czasu urodzenia. Kilkumiesięcznego jagdteriera nie wpuścimy do nory ani nie pójdziemy z nim w dziczy miot, zaś półroczny wyżeł z powodzeniem może wystawiać kury. Więc pierwsze pole jaga może być w drugim roku życia, zaś pointera w pierwszym. Błędem jest jednak stwierdzenie, że pies ma „dwa pola”! Może być w drugim lub trzecim polu, zaś jego wiek zależy od metryki.
 Oczywiście nikt nikomu nie narzuci sposobu mówienia, darz bór i w mowie! Jednak niech się to powiedzenie nie przekształci w inne, które wymyślił jakiś znawca języka: darz busz! Buszu ci w kulturze i języku nadmiar niekoniecznie dobry! 

 

Prokurator czy psychiatra?


W ostatnich miesiącach kilku nieudolnych najemników słowa pisanego (chyba ten zwrot w pełni oddaje charakter owych wystąpień?) spróbowało „rozprawić” się z łowiectwem. Ci z nas, myśliwych, którzy dotarli do ich produkcji, albo natknęli się na nią przypadkowo, pamiętają argumenty mające spowodować fizyczną likwidację polowań. Postulat taki został wysunięty bez ogródek, w formie jeśli nie karalnych gróźb, to przynajmniej niewybrednych ataków z gatunku rynsztokowej prasy. To, jedno z wielu, bezmyślne zdanie brzmiało: 
Jedynym polowaniem, jakie przystoi cywilizowanemu człowiekowi, jest polowanie na myśliwych.
Jest to zdanie, które może być przedmiotem zainteresowania prokuratora lub psychiatry. Zupełnie niesłychane! W XXI wieku, w kraju o łacińskiej kulturze i cywilizacji , jeśli to mówi coś autorom tamtych wystąpień, wypowiadanie takich skrajnie wrogich, nieodpowiedzialnych i nie wyważonych opinii o drugim człowieku, o dużej grupie ludzi, świadczy albo o skrajnej głupocie, niewiedzy, albo też o celowej (może, a nawet z pewnością płatnej!) destrukcji form obyczajowych. Tylko w rozpasanym i bezkarnym systemie ochlokracji, zwyrodniałym systemie upadku wszelkich norm prawnych może stać się podobne wynaturzenie! W innym przypadku byłoby ukarane lub wręcz niemożliwe!
Jak jeszcze inaczej można próbować tłumaczyć takie zachowania?
Kieruje tymi ludźmi, czy może siłami, niewątpliwa obłuda. Wybiórczość zasad uważanych jako „poprawne” i „jedynie słuszne”: jednostronne zainteresowanie ochroną niektórych zwierząt kosztem innych, mniej ważnych, przyjmowanie wygodnych reguł, w myśl których używanie samochodów, telefonów i picie redbuli w aluminiowych opakowaniach jest dobre, a polowanie na zwierzynę zaprzecza humanitaryzmowi, noszenie munduru wojskowego to przejaw patriotyzmu, a mundur myśliwski jest gadżetem zwyrodnialców; wszystko to skutkuje zdziczeniem preferowanych przez te siły obyczajów.
Oto przykłady zwerbalizowania podobnych zasad ( czyli argumenty przeciw łowiectwu):
 W dniu wolnym od pracy przebierają się w cudaczne stroje, wtykają sobie w kapelusiki pióra, biorą trąbki i idą w las. Przychodzą do cudzego domu i zabijają jego mieszkańców.
I jeszcze inny popis kultury dziennikarskiej:
A przede wszystkim oni. Zgraja niedorozwiniętych duchowo, choć często sędziwych smarkaczy. Wytworzyli sobie cały rytuał, jak na podwórkowej zabawie, wraz z tajemną mową i systemem sygnałów, który na odległość obwieszcza, jakie zwierzę właśnie zostało zabite.
Nawet zaprojektowali sobie pseudomilitarne stroje i w nich przychodzą do cudzego domu, by zabić jego mieszkańców.
Czy w zdrowej głowie mogą wykluć się podobne myśli?
Uważam, że to jest chore! Pewnie też wynika częściowo z braku stosownego wykształcenia, albo jego powierzchowności. Niedouczenie widać często w podobnych dywagacjach na tematy łowieckie. Oto przykład mizerii rozumu mizernego pisarczyka:
  Kaźnia i egzekucja
Podkarmiane ambony! Wygodnie urządzone, czasami ogrzewane miejsca kaźni. Przyzwyczaja się zwierzęta, aby tu właśnie przychodziły się pożywiać, wykłada się stale karmę: kartofle, buraki, owies, ziarno - po czym, gdy jedzą, zabija się je. Spokojnie, w środku nocy, gdy myśliwy usłyszy odgłos żerowania, wychodzi spod wygodnej kołderki, najczęściej patrzy od razu przez lunetę, wybiera sztukę i naciska spust sztucera.
Komuś, kto nie zna łowieckich realiów, łatwo zamącić w głowie.
Tyle błędów rzeczowych i gramatycznych w czterech zdaniach! Nie do objęcia rozumem normalnego człowieka! Jakaż to uczelnia wykształciła nam takie „elity” umysłowe, na domiar z naszych podatków!!!
Gdzie  i kiedy ci panowie czytali lektury, do jakich chodzili teatrów? Czy słyszeli coś o romantyzmie, o kulturze europejskiej, i choćby (wstyd przypominać!) o Mickiewiczu?
Nie dziwota, że mają się ponad to, skoro nie czytali! Zaprzeczają fundamentalnym zdobyczom literatury powszechnej!
Ich ślepota nie pozwala na przeczytanie choć tego:
Witajcież rycerza,
   Pagórki i niwy,
Król lasów, pan zwierza,
   Niech żyje myśliwy!
Tak mi się wydaje, że nie przebrnęli kilku pierwszych stron dzieła, które powinien przeczytać każdy licealista. A na koncercie szopenowskim w filharmonii (jeśli byli?), dopytują się bileterki, który to autor?
I gdyby nie fałszywe kształtowanie przez nich opinii publicznej, którą łatwo „urobić” niewybrednymi chwytami poniżej pasa, nie zasługiwaliby nawet na uwagę. Chyba, że uwagę służby zdrowia psychicznego! 
 

Co z tym...

  
Nie chcę już przywoływać myśli Stanisława Lema o internecie, ale korci…Im więcej znawców łowiectwa, tym durniej. Na lewo i na prawo.Słucham audycji radiowej o myśliwych i dla myśliwych, a może nie tylko. „Opowiadacz” zwierza się ze swoich przemyśleń nad stanem zwierzyny płowej, konkretnie jeleni. Mówi: Jelenia jest w tym roku dużo więcej…Zastanawiam się, czy on wie, co chce powiedzieć? Ile bowiem może być tego jelenia? Kapitalny byk jelenia przed rykowiskiem może ważyć prawie 200 kg, to dużo! Ale nie może być go więcej! Nie może być tego jelenia 400 ani 800 kg, bo jeleń tyle nie waży. Więc jak to jest? Może „znawca” chciał powiedzieć, że jeleni jest dużo więcej, ale pomylił liczbę pojedynczą z liczbą mnogą! Jeśli rozróżniał je wcześniej! Jak ci hodowcy, którzy pobudowali wolierę i nad wejściem zawiesili tablicę z napisem: Hodowla kuropatwy. Jak to ma się do rentowności, żeby kilkusetmetrowy obiekt poświęcić dla kuropatwy. Jednej! Nie mówiąc już o tym, że bez wątpienia to był chów kuropatw, bo do hodowli wymagane jest naukowe przygotowanie. Hodowla to nowe rasy, odmiany a może i gatunki?Odwieczny problem, jak ze skupem butelek w peerelu, mają nie tylko nowo wstępujący z szafami na broń. Ustawodawca zapisał w liczbie mnogiej, że szafy mają mieć zamki z atestem. „Znawcy” tematu i wszelkich praw lekką ręką przerobili liczbę mnogą na pojedynczą, ale tylko w przypadku szaf, w zamkach już nie! Więc w ich, tych „znawców” interpretacji, szafa (liczba pojedyncza) ma mieć zamki (liczba mnoga); bardziej dokładni w tworzeniu nowego prawa wymyślili nawet, że mają być dwa! A dlaczego nie trzy?Miłośnikom komplikowania prostych sformułowań nie przychodzi do głowy sprawa najprostsza: szafy mają mieć zamki, a szafa ma mieć zamek! I tyle!

W wielu pismach, a nawet mediach elektronicznych, które przecież mają autokorektę, występują pospolite błędy. Ich autorzy albo nie wiedzą, albo nie chcą wiedzieć. Bo jak inaczej wytłumaczyć, że Biernik nie jest równy Narzędnikowi.

Piszą ci „znawcy”: Strzeliłem tą łanię pod lasem. I zadowoleni! A wystarczy zapytać: Co strzeliłem? Rzeczownik łania jest rodzaju żeńskiego, ta łania. Więc odpowiedź: Strzeliłem tę łanię.

Tą łanią zakończyłem sezon, ale to już Narzędnik, więc pytanie: Czym zakończyłem sezon? Tą łanią! Lekko traktujący wszelkie zasady mówią, że to wszystko jedno, że nie ma się czego czepiać! No niby tak, ale jeśli gramatyka nieważna, to i Statut nieważny, Regulamin nieważny, Etyka nieważna! Nie będzie praw, nie będzie tradycji, nic nie będzie! Jak u tego kandydata na prezydenta z Podlasia! 

 
<< Początek < Poprzednia 1 2 3 4 5 6 7 8 9 Następna > Ostatnie >>
Strona 1 z 9
Publicystyka
Logowanie dla członków klubu