Pije Kuba do…
W przedwiosenną, ciepłą niedzielę, zapakowawszy w torbę myśliwską prowiant i napoje, wybrałem się ze strzelbą na ramieniu na wędrówkę w poszukiwaniu pierwszych oznak ocieplenia. Nie znalazłem jednak żadnych znaków, „za wcześnie, kwiatku, za wcześnie, jeszcze północ mrozem dmucha”, że wspomnę romantyczne strofy Wieszcza. Długą wędrówkę po łąkach i zmarzłych bagniskach przerwałem południowym odpoczynkiem, znalazłszy wywrócone wichurą drzewo, które dało mi namiastkę stołu i ławy. Jak bardzo smakowało to pierwsze w roku biwakowanie, niech świadczy fotografia, którą przedstawiłem łowieckiej braci. Paszteciki, słodkie bułeczki, buteleczki… Nie byłbym nawet wracał do tematu, gdyby nie komentarze! Tyczyły się zawartości tego szkła… „To jest napój prawdziwego myśliwego?” – pytał ktoś retorycznie…Nie rozumiem zarzutu w pytaniu, butelka była do połowy pusta, a etykietka zwodnicza. Pozory mylą; że szkło niekoniecznie musi kojarzyć się z jednym przypomina mi frontowy żart z białą chusteczką. Żołnierzowi wszystko się z tym kojarzyło! Ale odchodząc od żartów, niby dlaczego miałbym wypierać się, odżegnywać od kropli z zapachem kminku czy wiśni? A nawet drożdży? Nie wiem, ile razy przeczytałem Pana Tadeusza, dużo razy. Często też powtarzam, że jest to poemat na poły myśliwski, niemal każda intryga ma tam swój początek w łowach lub w opowiadaniu o nich. A ciekawemu tematów alkoholowych podsuwam wybór z kilku ksiąg.
Księga I Gospodarstwo
Bernardyn zmówił krótki pacierz po łacinie,
Mężczyznom dano wódkę; wtenczas wszyscy siedli
I chołodziec litewski milcząc żwawo jedli.
Księga II Zamek
W zamku całym był tylko pan Stolnik, ja, Pani,
Kuchmistrz i dwóch kuchcików, wszyscy trzej pijani,
Księga IV Dyplomatyka i łowy
… Sędzia otworzył puzderko zamczyste,
W którym rzędami flaszek białe sterczą głowy;
Kiedy się już do woli napili, najedli…
„Niech żyje! krzyknął Sędzia w górę wznosząc flaszę,
Miasto Gdańsk, niegdyś nasze, będzie znowu nasze!”
Księga XII Kochajmy się!
I ja tam z gośćmi byłem, miód i wino piłem,
A com widział i słyszał, w księgi umieściłem.
Żeby nie było, że Mickiewicz Litwin, mógł z Wielkiego Księstwa zaczerpnąć tematy; przecież z tradycji ludowej czerpał pełną garścią, niech będzie kilka wierszy Księcia Poetów, Biskupa Warmińskiego:
„Wdzięczna miłości kochanej szklenice
Czuje cię każdy, i słaby, i zdrowy;
Dla ciebie miłe są ciemne piwnice,
Dla ciebie znośna duszność i ból głowy,
Słodzisz frasunki, uśmierzasz tęsknice,
W tobie pociecha, w tobie zysk gotowy.
Byle cię można znaleźć, byle kupić,
Nie żal skosztować, nie żal się i upić!”
I na tym tle nie rozumiem zastrzeżeń i uwag naszych łowców! Gdzież to takie czyste zasady wypracowali nasi etycy, gdzie te trzeźwe szeregi myśliwych, którzy „królestwo polowania” czczą naparem z rumianku lub herbatą bez prądu? Nie wiem, skąd się nagle wzięła w narodzie naszym taka wstrzemięźliwość, skąd odwrót od kielicha i szklenicy? Nie sądzę, by kierowała nimi obawa przed kłopotami z wiadomą decyzją administracyjną. Przeczą temu fakty. Więc co? Może hipokryzja? Tylko czemu, przed kim i jakie myśli kierują taką postawą, nieprawdziwą, bo nierealną? Przecież znamy starą, ludową piosenkę:
Pije Kuba do Jakuba,
Jakub do Michała,
Pijesz ty, piję ja,
Kompanija cała!
A kto nie wypije…
Właśnie, a kto nie wypije, ten… znamy to wszyscy!