Warning: Parameter 1 to modMainMenuHelper::buildXML() expected to be a reference, value given in /home3/jezyklow/public_html/libraries/joomla/cache/handler/callback.php on line 99

O łowiectwie

Prokurator czy psychiatra?


W ostatnich miesiącach kilku nieudolnych najemników słowa pisanego (chyba ten zwrot w pełni oddaje charakter owych wystąpień?) spróbowało „rozprawić” się z łowiectwem. Ci z nas, myśliwych, którzy dotarli do ich produkcji, albo natknęli się na nią przypadkowo, pamiętają argumenty mające spowodować fizyczną likwidację polowań. Postulat taki został wysunięty bez ogródek, w formie jeśli nie karalnych gróźb, to przynajmniej niewybrednych ataków z gatunku rynsztokowej prasy. To, jedno z wielu, bezmyślne zdanie brzmiało: 
Jedynym polowaniem, jakie przystoi cywilizowanemu człowiekowi, jest polowanie na myśliwych.
Jest to zdanie, które może być przedmiotem zainteresowania prokuratora lub psychiatry. Zupełnie niesłychane! W XXI wieku, w kraju o łacińskiej kulturze i cywilizacji , jeśli to mówi coś autorom tamtych wystąpień, wypowiadanie takich skrajnie wrogich, nieodpowiedzialnych i nie wyważonych opinii o drugim człowieku, o dużej grupie ludzi, świadczy albo o skrajnej głupocie, niewiedzy, albo też o celowej (może, a nawet z pewnością płatnej!) destrukcji form obyczajowych. Tylko w rozpasanym i bezkarnym systemie ochlokracji, zwyrodniałym systemie upadku wszelkich norm prawnych może stać się podobne wynaturzenie! W innym przypadku byłoby ukarane lub wręcz niemożliwe!
Jak jeszcze inaczej można próbować tłumaczyć takie zachowania?
Kieruje tymi ludźmi, czy może siłami, niewątpliwa obłuda. Wybiórczość zasad uważanych jako „poprawne” i „jedynie słuszne”: jednostronne zainteresowanie ochroną niektórych zwierząt kosztem innych, mniej ważnych, przyjmowanie wygodnych reguł, w myśl których używanie samochodów, telefonów i picie redbuli w aluminiowych opakowaniach jest dobre, a polowanie na zwierzynę zaprzecza humanitaryzmowi, noszenie munduru wojskowego to przejaw patriotyzmu, a mundur myśliwski jest gadżetem zwyrodnialców; wszystko to skutkuje zdziczeniem preferowanych przez te siły obyczajów.
Oto przykłady zwerbalizowania podobnych zasad ( czyli argumenty przeciw łowiectwu):
 W dniu wolnym od pracy przebierają się w cudaczne stroje, wtykają sobie w kapelusiki pióra, biorą trąbki i idą w las. Przychodzą do cudzego domu i zabijają jego mieszkańców.
I jeszcze inny popis kultury dziennikarskiej:
A przede wszystkim oni. Zgraja niedorozwiniętych duchowo, choć często sędziwych smarkaczy. Wytworzyli sobie cały rytuał, jak na podwórkowej zabawie, wraz z tajemną mową i systemem sygnałów, który na odległość obwieszcza, jakie zwierzę właśnie zostało zabite.
Nawet zaprojektowali sobie pseudomilitarne stroje i w nich przychodzą do cudzego domu, by zabić jego mieszkańców.
Czy w zdrowej głowie mogą wykluć się podobne myśli?
Uważam, że to jest chore! Pewnie też wynika częściowo z braku stosownego wykształcenia, albo jego powierzchowności. Niedouczenie widać często w podobnych dywagacjach na tematy łowieckie. Oto przykład mizerii rozumu mizernego pisarczyka:
  Kaźnia i egzekucja
Podkarmiane ambony! Wygodnie urządzone, czasami ogrzewane miejsca kaźni. Przyzwyczaja się zwierzęta, aby tu właśnie przychodziły się pożywiać, wykłada się stale karmę: kartofle, buraki, owies, ziarno - po czym, gdy jedzą, zabija się je. Spokojnie, w środku nocy, gdy myśliwy usłyszy odgłos żerowania, wychodzi spod wygodnej kołderki, najczęściej patrzy od razu przez lunetę, wybiera sztukę i naciska spust sztucera.
Komuś, kto nie zna łowieckich realiów, łatwo zamącić w głowie.
Tyle błędów rzeczowych i gramatycznych w czterech zdaniach! Nie do objęcia rozumem normalnego człowieka! Jakaż to uczelnia wykształciła nam takie „elity” umysłowe, na domiar z naszych podatków!!!
Gdzie  i kiedy ci panowie czytali lektury, do jakich chodzili teatrów? Czy słyszeli coś o romantyzmie, o kulturze europejskiej, i choćby (wstyd przypominać!) o Mickiewiczu?
Nie dziwota, że mają się ponad to, skoro nie czytali! Zaprzeczają fundamentalnym zdobyczom literatury powszechnej!
Ich ślepota nie pozwala na przeczytanie choć tego:
Witajcież rycerza,
   Pagórki i niwy,
Król lasów, pan zwierza,
   Niech żyje myśliwy!
Tak mi się wydaje, że nie przebrnęli kilku pierwszych stron dzieła, które powinien przeczytać każdy licealista. A na koncercie szopenowskim w filharmonii (jeśli byli?), dopytują się bileterki, który to autor?
I gdyby nie fałszywe kształtowanie przez nich opinii publicznej, którą łatwo „urobić” niewybrednymi chwytami poniżej pasa, nie zasługiwaliby nawet na uwagę. Chyba, że uwagę służby zdrowia psychicznego! 
 

Ostoja (3)

OSTOJA
program dla myśliwych? (3)
25.10.2009 rok

Nudno i śmieszno…
Wiele razy przeciwstawiałem się poglądom i opiniom pana Wajraka, bo przyjaźnie o nas nie mówi. Ale jednego nie można mu zarzucić: braku mistrzostwa w pokazywaniu zjawisk przyrodniczych. Czy to będzie historia sikorki, czy żubrów w Puszczy Białowieskiej, ten dziennikarz wie, o czym mówi i pisze.
Film ‘Pluszcz miłość na zabój’ jest też przykładem dobrze pomyślanego pokazu. Emitowano go 23 października w TVP 2 w cyklicznym programie Cogito – Wajrak na tropie. Jest to dość regularnie prezentowany ciąg filmów przyrodniczych, pozornie wykluczający możność ciekawego i intrygującego obrazu. Bez wielkich nakładów, bez wieloosobowej ekipy i dużej ilości sprzętu, dyrektorów i asystentów. A widzimy profesjonalnie wykonany produkt. Nie wiem, ile kamer pracowało nad sfilmowaniem historii jednego małego ptaszka, ale efekt był. W łowieckiej Ostoi, która ma za sobą oparcie w 120 tysięcznej organizacji i 2 milionach widzów, oglądamy gadające głowy, nudne ujęcia, dalekie od polowań, czy w ogóle myślistwa historie oraz niedbale wylane na półmisek sosy do „myśliwskiej” pieczeni.
W niedzielę poderwałem się o świcie, by obejrzeć nasz program. Pełen złych przeczuć (ale okazało się, że niesłusznie!), założyłem się z sąsiadem (nie powiem, o co!), że pierwsze trzy tematy nie będą miały nic wspólnego z łowiectwem. I jak tu wierzyć w złe przeczucia, gdy zakład wygrałem.
Ostoję zaczęto dalekim planem nieruchomego lasu.  Ni stąd, ni zowąd ukazały się ośnieżone szczyty Tatr lub Alp, potem nagle kurpiowska chata i dymiący komin nad Gopłem. Nie zdziwiłbym się wcale, gdybym zobaczył Antarktydę. Scenariusz Ostoi przypomina mi aktorstwo pierwszoklasisty na choince noworocznej w szkole: „Oto choineczka mała, w lesie sobie stała…” i szeroki ruch ręką młodocianego aktora, ukazujący, jak to niby ta choinka sobie stała. Kamera powinna wówczas pokazać dumną Mamę artysty.  Nasz artysta pokazuje na tej samej zasadzie swoje dzieło: jak mowa o ekologii, to dymiący komin; jak o łowiectwie, to myśliwego w wysznurowanym mundurze. I znów tradycyjnie: w łowieckim programie prezes gospodarstwa rybackiego w Kruszwicy opowiada o wysychającym jeziorze! Niezwykłe, Wajrak by się uśmiał; całe szczęście, że on tego nie ogląda!
Tę sekwencję kończy groteskowe ujęcie. Cofnięta 20 m od brzegu tafla jeziora, a tu sterczy drewniana konstrukcja pomostu z widocznym z dala napisem: SKOKI DO WODY ZABRONIONE! Polska rzeczywistość, ale czy taka odległa od prawdy?
Druga część Ostoi traktuje o wielkim fotografiku przyrody, Włodzimierzu Puchalskim. Nie wiem, co można nowego powiedzieć o tym człowieku – legendzie?
Okazuje się, że można!
Narrator opowiada: fotografował piękny świat…; kamerzysta pokazuje dziką gęś! Dalszy ciąg narracji: …i okrutny! Kamera: strzelony byk! Oto jaki jest nasz komentarz do dzieła wielkiego myśliwego, podróżnika i artysty!
Nie naprawia wrażenia nawet to, co następuje potem, czyli opowieść owej myśliwej stojącej nad położonym bykiem, okazuje się córki Puchalskiego. Dlatego, że jest przydługa, źle napisana, jakby bez korekty i redakcji! Jak cała Ostoja!
O trzeciej części nic się nie da powiedzieć nowego. Mistrz przy pomocy innego niż zwykle asystenta wyrabia białą kiełbasę z dziczyzny. Marcin po degustacji w poprzednim odcinku (było wytrawne wino, pewnie się nic nie zostało!) widać zaniemógł, ale kiełbaski i tak wyszły dobre. Połowę czasu antenowego zajęło masarzom przeliczanie ilości soli na posiadaną ilość mięsa. Dla ciekawych podaję wyliczenie. Jeśli na 10 kg dziczyzny potrzeba 22 dag soli, to na 8 kg należy wedle wyliczenia ekipy realizacyjnej Ostoi 18 dag soli. Mnie wyszło 17,6 dag! Ale żebym nie wyglądał na czepialskiego, sól soli nierówna! Darz bór!
 

Ostoja (2)


program dla myśliwych? (2)
27.09.2009 rok

Czekałem na ten dzień i godzinę!
Wyczytałem bowiem, że w niedzielę o świcie będzie nadany w misyjnej telewizji, za moje 17 zł miesięcznie,  80. odcinek Ostoi. A więc Jubileusz!!!
Żeby przypadkowo (licho nie śpi!) nie zaspać, prócz budzika sprężynowego nastawiłem elektroniczny.
I już oglądam pierwszą scenę myśliwską: dwa tysiące danieli za drutami na fermie!
Nieźle, jak na jubileuszowy program. Sam miód.
Ale też, żeby nie było jednoznacznie, dowiaduję się, że mięso z fermowej hodowli nie dorównuje temu z lasu. A więc górą nasi, darz bór!
Ścieśnione w okólniku jak barany, z korytami jak krowy, daniele rozmnażają się świetnie. Są też i minusy.
Tamtejszy łowczy okręgowy informuje mnie, że orły wybierają młode daniele. Brzydko ze strony orłów, zawsze mówili mi, że bieliki (bo te właśnie widzę żeglujące na tle nieba!) żywią się głównie rybami. No i daleko im, bielikom, do orłów. Nie tylko nazwą (orzeł przedni – bielik), wielkością (bielik dużo większy), wyglądem (wielki, zakrzywiony dziób i nieopierzone skoki bielika), lecz także pozycją systematyczną. Bieliki należą do innego rodzaju: Haliaeetus, orły to Aquila).
Myśliwym, i nie tylko im (Ostoję ogląda przecież 2 miliony widzów!), mającym trudności z odróżnieniem sokoła od jastrzębia, należałoby to powiedzieć!
Dowiadujemy się też z Ostoi o sukcesie Krainy Wielkich Jezior. Mazury wyprzedziły Puszczę Białowieską w rankingu na najpiękniejsze miejsce na Ziemi. Ten mały spłachetek wody (cytat z Ostoi) przeżywa trudne chwile: zaniedbany, zaśmiecony, z zacofaną infrastrukturą, z bezsensownymi pomysłami obecnych architektów gospodarczych powoduje, że Wielki Mistrz Ulrich von Kniprode przewraca się w grobie!
Tu Ostoja wyważa otwarte drzwi. O tym grzmi przez lata radio, telewizja i prasa. Nie przystoi miesięcznikowi, którego produkcja trwa jeszcze dłużej, a oczekiwanie na emisję wszystko dezaktualizuje,  podawać wiadomości z ostatniej chwili.
Nawet sensacja z Mikołajek o projekcie budowy mostu przez jezioro przestaje być sensacją w powodzi nonsensów. Chyba, że ten most miałby służyć myśliwym dla relaksu!!!
Na okrasę, choć to nie Okrasa, zapraszają nas do kuchni na schabik z rogacza. Degustuje mnie jednakże użycie jakiegoś metalowego ustrojstwa do rozbijania kotleta, sam używam dębowego tłuczka, tak metalowo potraktowane mięsko pewnie traci swoje walory. Nie dowierzam Mistrzowi, który mówi podczas smażenia „my go przewracamy”, a przewraca Marcin. Nie przywraca mojej wiary własnoręcznie wlana na patelnię śmietana. Prędzej uwierzę w potrzebę osobistego polania sarniny winem, bo może pomocnik mieć apetyt, wszak wino wytrawne. I schabik przedni, mięska dostarczył przecież dziki, leśny rogacz, nie karmiony (napakowany!) koncentratami na fermie tucznik.
Nie stanowi to jednak przeciwwagi złemu wrażeniu, jakie dostarczył cały program. Mało w nim łowiectwa, a jeszcze mniej o łowiectwie.
Z jubileuszowego odcinka, od którego należało oczekiwać przynajmniej odrobiny optymizmu i trochę fanfar, powiało smutkiem.
Jak to napisał Antoni Słonimski, mój ulubiony felietonista: Rzecz mogłaby mieć swoją wartość. Cóż, kiedy nie ma.
 

Ostoja


program dla myśliwych? (1)
23.08.2009 rok

Ostoja jest programem rozpoznawalnym.
Nie chcę wracać do rozterek, czy jest programem dla myśliwych, czy programem myśliwskim, a może o myśliwych.
Jakimkolwiek byłby lub nie był, rozbudza emocje. Czy pozytywne?
Kolejny, sierpniowy odcinek rozpoczyna widok klucza dzikich kaczek, a potem następuje kanonada. Ma to stanowić preludium do pokazania strzelnicy myśliwskiej. I na samym wstępie traci okazję do dydaktycznego wydźwięku: zestawienia polowania ze szkoleniem strzeleckim.
Szkolili się studenci SGGW stowarzyszeni w kole „Brać Łowiecka”. Przed kamerą występuje raczej starszy brat „braci” pełniąc funkcję narratora, ale nie czepiałbym się drobiazgów, gdyby z wiekiem szła poprawność przekazu. Po prostu pan opowiadacz wprowadzał oglądaczy i słuchaczy w błąd.
Poczynając od błędów gramatycznych (bo nie strzela się do „rzutek”, lecz do rzutków; a „im dalej oddalamy się” to dwa grzyby w barszcz!), poprzez geograficzne (darmo szukać strzelnicy w Tarczynie, bo ona jest w Suchodole), do językowych (rzutki podawane są z budek, nie z bud) i wreszcie merytorycznych: w sześcioboju myśliwskim nie ma konkurencji „skeet” i „trap”, to są konkurencje olimpijskie. Po zmodyfikowaniu i przystosowaniu do wymogów myśliwskich noszą one nazwy krąg myśliwski i oś myśliwska.
Typowo myśliwska konkurencja „przeloty”, zwana tylko potocznie bażantem, nie oddaje wrażenia strzelania w polu do bażantów, na przelotach bowiem strzelamy do dzikich kaczek i gęsi. 
Ukazana widzom telewizyjnym zabawa na strzelnicy, w której młodzież wykazywała się zręcznością w trafianiu do rzutków byłaby jeszcze zabawniejsza, gdyby realizatorzy wycięli moment, gdy jeden z zawodników dmucha w lufy po daniu strzału i otwarciu broni, a nasz przewodnik mówi o oddaniu strzału. To są błędy!
W lufy się nie dmucha, to maniera niegodna naśladowania, natomiast strzał się daje. „Oddać strzał” to germanizm (powtarzam to już po raz któryś z rzędu!); oddać można pieniądze lub kolesiowi w pysk na dyskotece!
Czwartą konkurencję śrutową pokazano poprawnie, nawet realistycznie, bo nie wszystkie strzały trafiały w cel, były również pudła. Żeby nie wyglądało, że to tak łatwo!
Uważni obserwatorzy mogli jedynie zauważyć nieco komiczną sylwetkę biegnącego zająca: wyglądał jak bliźniak syjamski, miał dwie głowy. Pierwszy raz tam strzelający koledzy są zwykle nieco zdezorientowani co do kierunku przebiegu: a może zawróci?
W drugiej części Ostoi autorzy pokazali niektóre ze zbiorów Muzeum Czartoryskich w Krakowie. Związek z łowiecką Ostoją był taki, że eksponowane tam są zbiory broni, niekoniecznie myśliwskiej, ale zabytkowej. Zabytkowy jest też jego, tego Muzeum, Kustosz, były minister kultury, dziś sędziwy, 90-letni uśmiechnięty staruszek, z przejęciem opowiadający o zamkach dawnej broni. Ale pomyłkę Pana Profesora zamka z Zamkiem mogli panowie autorzy wyretuszować!
Kuchnia dra Russaka, stanowiąca trzecią część Ostoi, jest sztuką samą w sobie. Przepis na turystyczny kociołek z ziemniakami, boczkiem i kiełbasą nie jest wprawdzie odkrywczy, bo zakryty kapuścianymi liśćmi; mimo wszystko mieliśmy zalecenie, by przy układaniu składników w garnku „intensywnie myśleć”! Wiadomo, myślenie ma kolosalną przyszłość!
Ale gdy patrzę na myśliwskiego fachowca od kuchni, to „kolosalny” kojarzy mi się całkiem z czym innym!
Darz bór!
 

Nowy temat


Pisałem niedawno o „naukowym” opracowaniu na temat ”kaczka”.
Największym grzechem czasopisma, które ten artykuł zamieściło, jest nie to, że go zamieściło, lecz że redaktor lub korektor, lub obaj razem, nie zajrzeli w tekst! Wtedy wystarczyłoby minimum wiedzy przyrodniczej i łowieckiej, by nie lekceważyć czytelników, którzy chcąc nie chcąc, zapłacili kilka złotych i powinni otrzymać wartościowy towar.
Byśmy się nawzajem cenili…
Na zaprzyjaźnionej stronie łowieckiej młody człowiek zamieścił tekst, któremu nadał tytuł: Młodzi, sympatycy, stażyści, pasjonaci, fascynaci…
I choć w innym miejscu upieram się przy względach poprawnościowych, tu nie na pomyłki chciałbym zwrócić uwagę, lecz na postawę autora (we wszystkich cytatach pisownia i składnia oryginalna).
Cytuję:
Witam temat założony, by zrzeszyc, zebrac, zintegrowac tych najmlodszych tutaj czyli jak w temacie... Piszmy o Naszych poczatkach, planach, przygodach lowieckich. Koniec cytatu.
Gdy przeczytałem tę wypowiedź, przyszły mi wspomnienia moich pierwszych fascynacji łowieckich. Spotkanie z myśliwym (miałem wtedy może 12 lat), gdy we wrześniu na podorywkach wypasałem kilka tatowych krów, pierwszy udział w nagance, gdy po polowaniu na pokocie, na który jeszcze wtedy starsi mówili „sztreka”, złożono 250 szaraków, no i pierwsze „własne” zloty, po których wróciłem z jedną kaczuszką jak malowanie. Cała sympatia po stronie tego zafascynowanego łowami chłopaka.
Niech mu bór zdarzy!
Ale oczekującego koleżeńskich przejawów uwagi spotkała reprymenda!
Znów cytuję bez ingerencji w tekst:
czy to jest portal na mysliwych czy spis przyszlych kandydatow itp. Koniec cytatu.
I choć odpowiedź innego uczestnika dyskusji była prawidłowa, bo ujął się za „poszkodowanym” (cytuję):
Portal mysliwych i sypatyków łowiectwa.
Niejki K… zaczynał na tym portalu od sympatyka, po przez stazystę, mysliwego, a teraz jest już selekcjonerem. (koniec cytatu), to jednak niesmak został.
Reakcje na odrzucenie bywają różne. Czasem wywołują agresję, ale pomińmy ją.
Czasem ktoś próbuje rozładować atmosferę żartobliwą ironią (cytat):
Masz rację !!!!!!!! Po jaką cholerę się tu logują ? (koniec), ale nie wszyscy pojmą kpinę. Więc następuje kontratak:
… wielki pan bo jest myśliwym... Jak się interesujemy łowiectwem to nam nie wolno pogadać o zwierzętach, broni, akcesoriach??? Mam 15 lat i jestem stażystą od 25 maja tego roku. Łowiectwem interesuję się od 7 lat, więcej niż niejeden z myśliwych tu zalogowanych mam styczność z łowiectwem. Proszę podaj mi argumenty czemu miałbym się nie logować, lub pewnie byś chciał żeby każdy co nie jest myśliwym wyrejestrował konto...
Szkoda go… więc i go pożałują:
Oj koledzy myśliwi .... nieładnie …
Ale oni się, ci sympatycy, żalą:
Czy możecie mi powiedzieć, dlaczego należy dyskryminować na forum stażystów bądz sympatyków ?
A gdzie to w taki razie zdobywaliście sami swą tajemna wiedzę "dochtorzy" łowiectwa?
Pewnie wyssaliscie z mlekiem matki .. wiedzę i zarozumiałość też !!!
Ktoś starszy, kto pamięta swoje czasy młodości doradza:
Stażyści - piszcze i dzielcie się swoimi spostrzeżaniami ile macie ochoty.
Ładnych parę lat temu też byłem stażystą ... i też niejeden beton musiałem głową rozbijać.
Tyle z wyboru wpisów…
A moje zdanie?
Od prawieków ludzie dzielą się wedle zapatrywań, stanowisk, wiary, namiętności i majętności. Kiedyś łowiectwo szczyciło się tym, że najmniejszy szaraczek równy był wojewodzie. Może to dobrze, a może źle, zależało to od kultury myśliwych, od ich poczucia więzi łączących brać łowiecką. Myślę, że jednak dbałość o dobry nasz wizerunek zwycięży, że docenimy, my starsi zapał młodości, a druga strona doceni mądrość starszych. Ale to musi się dziać przy pełnym, obustronnym szacunku! Nawet gdy mówimy o „dzikiej kaczce”.          I zamieńmy miecze na lemiesze!
Albo na kordelasy myśliwskie! Te paradne!

 
<< Początek < Poprzednia 1 2 Następna > Ostatnie >>

Strona 1 z 2
Publicystyka
Warning: Parameter 1 to modMainMenuHelper::buildXML() expected to be a reference, value given in /home3/jezyklow/public_html/libraries/joomla/cache/handler/callback.php on line 99
Logowanie dla członków klubu