Wśród najlepszych ostrych piór XX wieku, oprócz Antoniego Słonimskiego, uznaję i wielbię Tadeusza Żeleńskiego. O ile pierwsze nazwisko kojarzy się łatwo – nawet w szkołach peerelu uczniaki deklamowały jego Alarm (Ogłaszam alarm dla miasta Warszawy. Niech trwa!) – o tyle drugie staje się znane prawie wszystkim dopiero po dodaniu przydomku Boy. Przed wojną w krakowskich „dobrych” domach straszono nim niegrzeczne dzieci oraz młodzieńców nieodpornych na paraliż postępowy. Lekkość pióra, prezentowana przez wspomnianych intelektualistów, sprawia, że ich myśl pozostaje aktualna do dziś. I tak pisze Boy o komedii (Wielki człowiek do małych interesów) Aleksandra hr. Fredry:
„Na świecie jest mnóstwo durniów: więcej, niż się przypuszcza. Gdyby ujawnić ich rzeczywistą liczbę, zrobiłby się popłoch. A jednak byłoby może w interesie społeczeństwa przeprowadzić taką rejestrację durniów. Każdy obywatel podałby listę swoich, wiadomych mu i sprawdzonych. Znam takich, którzy wyszliby z kilku list równocześnie. Pocieszmy się, że jeżeli dziś jest sporo durniów, dawniej było ich jeszcze więcej. Klimat był lepszy, gleba urodzajniejsza. Dojrzewali w słońcu, na inspektach wsi polskich, na fotelach prezesów i dyrektorów, w glorii funkcji obywatelskich”.
Zgłaszam swoją listę:
1. kabaret telewizyjny; w jury zasiadają znani „wielcy” naszej kultury, m.in. ten, co to nie płacze. Słucha owo jury dowcipów w rodzaju „ułóż zdanie ze słowem ananas: babka pierdła, a na nas smród leci!” Jury w osobie tego, co nie zwykł płakać, przeciwnie, zaśmiewa się do łez!
2. niedoszły mistrz mowy polskiej, ale biometeorologoprzepowiadacz, wspomina rok „dwutysiączny drugi”!
3. we wszystkich niemal mediach, z oficjalnymi włącznie, z niezwykłą odpornością na wiedzę, mówią i piszą o jeleniu byku, bażancie kogucie i sarnie kozie (a niemyśliwi dodają też swoje trzy grosze o miesiącu listopadzie, choć nie mówią o dniu wtorku!).
O innych, bardziej „wykwintnych” dowodach durnoty pisałem wielokrotnie i gdzie indziej. Nie pomogło! Jakie mogą być tego przyczyny? Niewątpliwie brak wiedzy, ale też zadufanie, nadmierne wyobrażenie o swojej wielkości i nieomylności, wreszcie chyba lekceważenie słuchaczy i czytelników. Przekonanie, że nie ma sposobu na rekonstrukcję konstrukcji…
Wiele można zrozumieć, wczuwając się w to, co pisał Tadeusz Boy- Żeleński o Fredrze, ale jeszcze więcej, czytając samego Fredrę. Co hrabia pisał o sobie:
„Wyjechaliśmy razem nie z równych pobudek,
Napoleon na Elbę, ja prosto do Rudek.
Tęskniłem za obozem… nudziłem się przeto,
I żeby coś robić, zostałem poetą.
Ach gdzież tam!... Byłem sobie, ot, szesnastoletnim
Pośród dwóch guwernerów nieukiem kompletnym,
Nigdy mi się nad książką nie zmarszczyło czoło,
Trąbka myśliwska w kniei była moją szkołą”.
Ale casus Fredry nie powtórzył się w historii więcej. Dziś brak szkoły owocuje nie komediami, ale farsą!
I tak doszliśmy do końca, czyli do litery „Z”.
Kilka pierwszych haseł będzie znanych z innych pozycji, powtórzymy po prostu ich znaczenie. Więc mówiąc o stanowisku myśliwskim wspomnieliśmy o ‘zasiadce’:
- zasiadka
1.oczekiwanie na zwierzynę na stanowisku myśliwskim
2. rodzaj polowania indywidualnego, polegający na oczekiwaniu na zwierzynę;
mówiąc o porannych łowach na dzikie kaczki, czyli sadach, porównaliśmy je z hasłem ‘zlot’:
- zlot
zwykle w liczbie mnogiej ‘zloty’: gromadzenie się ptactwa łownego wieczorem na żerowisku lub rano na dzienny odpoczynek;
wyjaśniając różnicę między sforą a smyczą, przytoczyliśmy ‘złaję’:
- złaja
1.dwie, lub więcej, sfory ogarów
2. kilka dzikarzy podkładanych w miocie.
Jest to kolejny dowód na bogactwo, wielokrotnie tu przytaczane, języka łowieckiego.
Coraz częściej mamy do czynienia z przykładami wyjazdów naszych myśliwych na polowania, które u nas przeszły do historii i dostępne są tylko w literaturze pięknej, ale całkiem poprawnie funkcjonują u sąsiadów przez miedzę, bez uszczerbku dla tamtejszych biotopów. Łowy na głuszce należą do najatrakcyjniejszych, więc przypomnijmy, jak to ongiś bywało!
Przed polowaniem (o świcie na tokującego koguta) należało w przeddzień udać się na ‘zapady’:
- zapady
1.miejsce, w którym głuszce siadają na nocleg przed porannymi tokami
2.wyszukiwanie miejsca na nocleg przez głuszce, wtedy myśliwy lub podprowadzający zasadza je;
duży ten ptak z wielkim łoskotem siada na wybranym na moczarze drzewie, będzie tam siedział do rana, gdy zacznie pieśń.
Myśliwy wycofuje się wtedy ostrożnie, mówimy, że ‘zasadził głuszca’, ale forma zwrotna tego czasownika oznacza inny sposób polowania:
- zasadzić
1.zasadzić koguta na zapadach: określić wieczorem miejsce zapadania kogutów głuszca na nocny spoczynek przed ich pieśnią o świcie
2.zasadzić się: usiąść na ambonie lub innym stanowisku w oczekiwaniu na zwierza;
No i konsekwencją tych zabiegów jest głuszec:
- zasadzony
o kogucie głuszca: umiejscowiony na zapadach.
Później tylko pozostaje wybrać się tam jeszcze przed świtem i w takt pieśni godowej ‘podskakiwać’ trubadura pierwotnej puszczy.
Wróćmy na nasze podwórko, dokładniej na strzelnicę, gdzie strzelcy popisują się mistrzostwem w sześcioboju. Szmer aplauzu w konkurencjach rzutkowych powoduje ‘zdymienie’ czarnego krążka:
- zdymić
tak rozbić rzutek strzałem, że „zadymi”, rozpryśnie się w pył.
Aby widać było, że alfabet się skończył, wybierzmy jedno hasło na literę „Ż”
- żerować
o zwierzynie: pobierać naturalny pokarm, a więc na poletku, a nie na karmisku.
20. odcinek rozważań zakończył cykl felietonów o języku łowieckim. Nie było założeniem pomysłu wyczerpanie całości tematu, to uczyni słownik, który jest już przygotowany do wydania. Ale jeśli byłyby jakieś wątpliwości dotyczące innych słów, proszę o pytania, propozycje dodatkowych omówień na adres strony klubowej:
Adres poczty elektronicznej jest chroniony przed robotami spamującymi. W przeglądarce musi być włączona obsługa JavaScript, żeby go zobaczyć.
Wrócimy do takich spraw w aneksach. Darz bór!
Wśród wielu rodzajów polowań, szczególnie indywidualnych, pierwsze pod względem umiejętności, i jeśli można tak powiedzieć, uzdolnień muzycznych, słuchowych, ma bezwzględnie polowanie na wab.
Bardzo to rozległy temat, i znaczeniowo szeroki:
- wab
1.głos samca zwierzyny mający przywołać w okresie godowym samicę, również, choć rzadziej, odwrotnie (że to samica przywołuje samca)
2.przywoływanie lub zachęta do odezwania się zwierzyny powodowane przez wabiarza; iść na wab,
a on:
- wabiarz
myśliwy, który potrafi wabić różnymi sposobami zwierzynę.
Rzeczownik ma wspólny z czasownikiem temat ‘wab-‘:
- wabić
1.przywoływać głosem inne osobniki tego samego gatunku, np. pasiaki przez lochę, rogacza przez kozę
2.przywoływać zwierzynę (lub skłaniać ją do odezwania się) głosem wydawanym przez myśliwego – wabiarza.
Od ‘wabić’ wywodzi się cała rodzina wyrazów, znaczących różne treści:
- wabidło
kukła, lub pęk piór ptasich, służąca do zwabiania ptaka łowczego na rękawicę sokolnika w czasie szkolenia, na etapie uwabiania,
- wabienie
forma rzeczownikowa czasownika wabić,
- wabik
przyrząd, prosty instrument muzyczny w postaci świstawki, gwizdka, trąbki lub tuby, służący do wabienia zwierzyny; wabik na lisa, może być fabryczny, ale może również być wykonany metodą „zrób to sam” z różnych naturalnych surowców, np. rurkowatej kości ptaków a nawet listka lub trawki, trzymanej między kciukami, naśladujący pisk myszy.
Z bogatszych znaczeniowo haseł można jeszcze przytoczyć:
- wycierać
1.malować, znaczyć pnie drzew błotem z kąpieliska
2.wycierać norę: polować z psami myśliwskimi, norowcami na lisy i borsuki w norach podziemnych i w stogach
3.wycierać poroże: o samcach zwierzyny płowej – trzeć o krzewy i gałązki drzew wykształconym już porożem w celu odarcia go ze scypułu, czemchać
4. wycierać suknię: zmieniać sierść, linieć; wybarwiać.
Podobnie jak w punkcie 4 mamy
- wyfarbować
wyfarbować się: o zwierzynie dostającej suknię osobnika dorosłego, linieć.
Na indywidualnym polowaniu, głównie na ptactwo, myśliwy stara się dojść do strzału, napotkać zwierzynę, czyli ją
- wydeptać
wypłoszyć, podnieść zwierzynę na strzał, zwykle chodząc samemu lub z psem. Zbliżone znaczeniem jest hasło ‘wycisnąć’, ale oznacza ono działanie nastawione do myśliwego ze strony psa myśliwskiego lub naganki. Wydeptuje sam myśliwy, sobie na strzał, wyciska tę zwierzynę pod lufy pomocnik.
Nie polujemy już od lat na szaraki na pomyka, ale gdy ówczesny łowca szedł ze strzelbą, często podnosił kota przed sobą; mówiło się, że kot wyjeżdżał:
- wyjeżdżać
o ruszonym z kotliny lub kopna zającu: gwałtownie wyskoczyć z ukrycia, lub:
- wyparować
o zwierzynie: nagle wyskoczyć, wybiec szybkim pędem z ukrycia, np. szarak wyparował z kotliny. Dziś wprawdzie też może nam zajączek wyparować z kotliny, gdy zachodzimy na stanowisko, ale strzelać do takiego nie można.
Warto przypomnieć, że w jakiejkolwiek sytuacji strzeleckiej, przy strzałach do celów ruchomych, potrzebne jest wyprzedzenie, zakład:
- wyprzedzać
strzelając lub ćwicząc skład mierzyć przed ruchomy cel, zakładać. Szczególnie polecane jest takie ćwiczenie „na sucho”, lub na strzelnicy.
Gdy po polowaniu, w dobrym towarzystwie, ciągną się „myśliwskie” opowieści okraszone humorem i swadą, warto pamiętać o takich wyrazach, które te opowieści wzbogacają:
- wyrazy dźwiękonaśladowcze
brzmieniem naśladujące wydawane w różny sposób głosy i odgłosy łowów:
bach! bach!, bęc!, buch!, lu!, pyk!, trach!
i zwierzyny:
cirykać, czuszykać, czyrykać, derkać, fukać, furkać, furkotać, rechtać, turkać.
A na koniec przykład wiecznie żywych naszych skłonności do tworzenia nowych słów:
- wyżka
urządzenie łowieckie, prowizoryczne, nadziemne stanowisko myśliwskie w postaci siedziska z prowadzącą do niego drabinką, regionalnie nazywana siadanką, wysiadką, zwyżką, wzwyżką itp.
Nieszkodliwy obyczaj, a i posłuchać miło! Darz bór!
Wiele opinii i utarczek słownych zdarza się wokół tego, jak nazwiemy efekt polowania, czyli zdobycie zwierza.
W całej literaturze, zarówno pięknej (Puszczaj charty ze smyczą, niech zająca pochwycą…), fachowej (Trafienie pięciu śrucin o średnicy 3,5 mm wystarcza do położenia zająca), jak i w sprawozdawczości łowieckiej (Pozyskanie kuropatw i zajęcy w roku gospodarczym) zadomowiły się eufemizmy. Eufemizm to według słownika „wyraz lub zwrot zastępujący inne wyrażenia, m.in. z powodu ich drastyczności lub dosadności, łagodzący wymowę danego stwierdzenia, określenie złej, nieprzyjemnej, nieprzyzwoitej rzeczy za pomocą słowa (słów) o pozytywnym lub obojętnym wydźwięku”. Więc zamiast mówić i pisać o d… pomykającej sarny, użyjemy słowa „talerz”, zamiast prącie lub członek (nie mówiąc o innych wyrazach spopularyzowanych na płotach!) dzika mówimy wiecheć lub pędzel.
Nie dlatego, by nie razić uszu pięknoduchów, ale dla łowieckiej kultury; zamiast wojennego ‘zabić’, ‘zastrzelić’ (na wojnie za zabicie człowieka dostaje się krzyż walecznych), powiemy:
- ubić
położyć grubego (na ogół) zwierza,
- ubity
ubity zwierz, (ubita zwierzyna) – pozyskany w wyniku odstrzału.
Strzał na polowaniu przynosi (przynajmniej powinien!) efekt w postaci wejścia w posiadanie w rezultacie jego skuteczności:
- strzelić skutecznie do zwierzyny
(dotyczy efektu celnego strzału)
1.strzelić do zwierzyny grubej: obalić, położyć, powalić, ubić, zwalić,
2.strzelić do zwierzyny drobnej: rozciągnąć, zrolować, zrulować,
3.strzelić do ptactwa: spuścić, strącić, ściągnąć, zestrzelić;
niektórych pojęć można używać wymiennie: np. ubić dzika, ubić zająca. Jeszcze raz chciałbym tu uciąć wszelkie dywagacje (nie dyskusje!) na temat „pozyskania”! Ale
- uciąć
ma też inne znaczenie; o zwierzynie: przestać się odzywać; „byk uciął” mówimy, gdy na skutek nieostrożnego podchodu spłoszyliśmy zwierza.
Jeszcze nie raz, nie dwa, będziemy do tego wracać.
Tymczasem zajmijmy się innym tematem, wzbudzającym równie gorące spory. Co zwierz nosi na łbie? Na początek:
- urożenie
łączna nazwa rogów, noszonych przez zwierzynę obu płci i poroża, tylko przez samce zwierzyny płowej. A to szczegóły:
- rogi są wytworami skóry, osadzonymi na możdżeniach. Rosną całe życie, a więc nie są zrzucane; mają je żubry, kozice i muflony;
- poroże jest wytworem kości, również osadzone na możdżeniach. Nasadzane corocznie i zrzucane; mają je samce jeleniowatych.
Inny temat. Na zakończenie polowania układamy zdobytą (położoną, strąconą) zwierzynę na przygotowanym miejscu:
- urządzić pokot
to znaczy ułożyć strzeloną zwierzynę według hierarchii ważności i zorganizować jego tradycyjną oprawę. Pamiętamy o gałązkach, łapkach świerkowych, o złomach i pieczęciach. Pamiętamy o sygnałach i fanfarach łowieckich, a oddanie czci ubitej zwierzynie to także świadectwo naszej etyki.
Częścią składową tej etyki jest także pies myśliwski i stosunek do niego. Nie tylko zachowanie wobec niego, ale wszystko to, co określamy mianem użytkowania:
- użytkowy pies myśliwski
rasowy pies myśliwski (z dopuszczeniem nierasowego dzikarza) ułożony do polowania
1.pies jednostronnie użytkowy (nie: użytkowany!), pies jednostronny – pies myśliwski ułożony w wąskiej specjalizacji, np. aporter
2.pies wielostronnie użytkowy (nie: użytkowany!), pies wielostronny – pies myśliwski ułożony w kilku rodzajach pracy, np. wyżeł jako pies legawy, płochacz, aporter
3.pies wszechstronnie użytkowy (nie: użytkowany!) – pies myśliwski ułożony do większości rodzajów polowań, np. wyżeł jako legawiec, płochacz, aporter, posokowiec.
Widok myśliwego ze strzelbą w ręku i psa, okładającego przed nim pole, to klasyka, to obraz budujący duszę myśliwską!
Dla zwierzyny bytującej w kniei niezwykle ważne jest zachować higienę. Narażona na wszelkiego rodzaju pasożyty i choroby instynktownie szuka zabezpieczenia przed nimi. Takim remedium jest kąpiel:
- tarzać się
1.o jeleniach, danielach, dzikach: kąpać się w błocie
2.o żubrach: kąpać się w piasku
- tarzawisko
miejsce tarzania się zwierzyny, kąpieli błotnej lub piaskowej.
Szczególnym rodzajem kąpieli błotnej jest babrzysko, ulubione miejsce dzików. W upalne dni czarny zwierz a także byk jelenia z lubością zanurza się w zagłębieniu wypełnionym grząskim błotem. Takie miejsca łatwo z daleka rozpoznać, bowiem po opuszczeniu go „kuracjusze” malują okoliczne pnie drzew.
W tradycji myśliwskiej z dawien dawna przetrwała muzyka myśliwska. Wywiodła się od najprostszych sygnałów łowieckich, służących porozumiewaniu się na łowach. Służyła także uroczystej oprawie polowania, oddawaniu czci ubitej zwierzynie oraz fetowaniu sukcesów myśliwskich.
Różnymi też posługiwano się instrumentami, które brały pierwowzór ze zwykłych trąb i rogów. Ich prostota posłużyła nawet do nazwania psiego pyska:
- trąba
1.pysk charta lub ogara (gdy jeszcze z nimi polowano)
2.wabik z kory brzozowej na byka łosia w okresie bukowiska
3.wabik z rogu na byka jelenia w okresie rykowiska,
zaś czynność
- trąbić
1.grać na rogu myśliwskim
2.o żurawiach: wydawać głos,
- trąbienie – rzeczownik utworzony od czasownika ‘trąbić’,
nazwy instrumentów
- trąbka myśliwska
myśliwski instrument muzyczny różnej budowy, róg, rożek, sygnałówka, pless,
onomatopeicznie oddają brzmienie i charakter zwykłej tuby z brzozowej kory.
Wprawdzie używa się nazwy sygnalista, ale szersze znaczenie ma
- trębacz
grający sygnały i muzykę myśliwską, członek zespołu muzycznego, grającego muzykę myśliwską, łowiecką; trudno wyobrazić sobie sygnalistę grającego marsze myśliwskie. To jest trębacz!
W języku łowieckim wiele jest takich słów, które dźwięczą niezwykłością! Jak hajstra lub klangor!
Do nich należy
- tumak
kuna leśna, a w jej nazwie zawiera się piękno i gracja leśnego, nocnego rozbójnika.
|
|