Biblioteka łowiecka

Łowiectwo - przyroda, myśliwy, tradycja


alt


Łowiectwo - przyroda, myśliwy, tradycja

Tekst: Katarzyna Lewańska - Tukaj
Historia PZŁ i redakcja naukowa prof. Roman Dziedzic
Wersja językowa: polsko-angielska
Format: 270 x 310 mm
Objętość: 252 strony
Oprawa: płótno z wklejanym zdjęciem, tłoczone liternictwo oraz eleganckie etui
Album można nabyć w siedzibach zarządów okręgowych PZŁ


      Szanowni Państwo mamy przyjemność zaprezentować najnowszy album wydany wspólnie z Polskim Związkiem Łowieckim z okazji 90-lecia jego powstania. Jest to niezwykła publikacja, która prezentuje nie tylko piękno polskiej przyrody, ale przede wszystkim tradycję i kulturę łowiectwa. Czytelnik ma wyjątkową okazję, by zapoznać się nie tylko z historią Polskiego Związku Łowieckiego, lecz także z codziennym życiem myśliwych w domu i łowisku. Nastrojowe zdjęcia i opowieści z kniei oddają atmosferę wymarzonych łowów.




 
 

Książka z dedykacją... nie tylko autora

alt
Koledzy, którzy przejrzeli już, albo nawet przeczytali 6 numer Biuletynu KMJiLŁ mieli możność oceny wartości książki, na której stronie tytułowej jej Autor wpisał dla nas dedykację. Kilka słów, a będziemy długo pamiętać tę chwilę, gdy pióro kreśliło coś wyjątkowego tylko dla nas.

Kilka lat temu miałem zaszczyt odwiedzić na drugim kontynencie naszego Kolegę, równocześnie myśliwego i autora książki o Kanadzie pachnącej żywicą. Razem polowaliśmy w kanadyjskiej głuszy, razem przesiedzieliśmy parę wieczorów przy szklaneczce dobrego trunku i płonących polanach w kominku. Wieczorów pełnych barwnych z obu stron opowieści.

Na pożegnanie Józek Starski ofiarował mi swoją książkę i tam właśnie wpisał mi dedykację, którą od lat czytam jak dziś napisaną, od lat przypomina mi ona tamte altchwile.






Dowiedziałem się z niej wiele nowych rzeczy o tym wielkim kraju.

Pisze Józek Starski:

„Kanadyjczycy czerpiąc z bogatej skarbnicy językowej pierwszych mieszkańców i podtrzymując historyczne nazewnictwo, podkreślają ciągłość kulturową tego kraju oraz jego dziedzictwo. Dla wielu korzystających na co dzień z przebogatej kanadyjskiej przyrody, ta nawet pobieżna znajomość nazewnictwa tubylczego, pomaga często w... terenowej orientacji.

Polując, łowiąc ryby lub płynąc kanu w rejonie Temagami lub na jeziorze o tej samej nazwie, wiemy, że woda przy brzegu jest głęboka (skaliste brzegi), bo w języku Odżibuej tak to słowo – Temagami – się tłumaczy”.

Byłem w Temagami, widziałem jezioro i jego skaliste brzegi. Całą zresztą książkę pochłonąłem jednym tchem.

I już po powrocie do domu spotkała mnie niespodzianka. Wspominam o niej dlatego, że Autor tej kolejnej dedykacji w moich zbiorach bibliotecznych właśnie odszedł od nas. Tadeusz Sejda był polskim wydawcą tej książki. I to Tadeusz (tadys) wpisał mi kilka słów od wydawcy, podpisał dla mnie ofiarowaną książkę. Tak więc mam dwa egzemplarze: jedną z autografem Józka, drugą Tadeusza.

I obydwie stoją razem na półce, na zawsze znów obok siebie.

Niech ta pamiątka będzie hołdem dla Tadeusza, a podziękowaniem dla Józka.

alt

 

Soból i panna Józef Weyssenhoff, wyd. Gebethner i Wolff, Warszawa 1913 r.

Próba wyłonienia w polskiej powieści myśliwskiej dzieła, któremu należałoby się pierwsze miejsce, jest nie tylko trudna, ale i ryzykowna. Każde typowanie nasuwa wątpliwości, czy wzięto pod uwagę właściwe kryteria, czy te rozpatrywane nie były nadmiernie subiektywne; w końcu i tak okaże się, że tych najlepszych tytułów jest więcej niż jeden.alt

Biorąc pod uwagę charakter tej Biblioteki stawiamy na Weyssenhoffa.

Po pierwsze jest to książka o polowaniu. Od zapomnianego już prawie bekasa, którego wypracowuje wyżeł, łowach na bażanty, cietrzewie i głuszce, na Kresach Wschodnich tak wtedy liczne jak dziś u nas nie przymierzając kwiczoły, aż po gon za lisem lub sarną.

altPo drugie jest to opowieść o świecie, który przeminął bezpowrotnie, o świecie arystokracji, anachronicznych dziś szlacheckich obyczajów. Ale to właśnie z nich wywodzi się etyka łowiecka współczesnej doby.

Po trzecie jest to historia romantyczna, choć pełna zawiłych postaw i uprzedzeń z tzw. „wyższych sfer”, jednak promieniująca niezwykłym ciepłem budzących się pierwszych uczuć młodego człowieka.

Język Autora, wychowanego na salonach Sankt Petersburga, jest XIX – wieczny, wszakże był pisarz pierwszym, który wprowadził do łowieckiej mowy „pokot”, zastępując nim obcą, germańską „sztrekę”.

Z każdej powieści, którą przeczytamy, wynosimy jakiś fragment, który zapada w pamięci. Z „Sobola i panny” niewątpliwie będzie to zdanie, które kończy opowieść:

 

„I wszystko w was ucichnie, przeminie – ostatnia przetrwa moja gra łowiecka”.

 

Ozdobą wydania z 1913 roku są ilustracje brata autora, Henryka Weyssenhoffa.

Jedną z nich, gon za lisem, zamieszczamy.

alt